Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
19 sierpnia 2014

Kolejna zimna noc... Choć tym razem budziliśmy się rzadziej, bo mieliśmy już opanowane przybieranie pozycji embrionalnej, by uzyskać jak najwięcej ciepła. A może to dlatego, że byliśmy tak wyczerpani? Trudno powiedzieć... No ale czego się nie zrobi dla zwiedzania, poznawania nowych miejsc i przeżywania niezwykłych przygód! Dla podróżowania da się znieść nawet największe niewygody i potwornie zimne noce na parkingu pod gołym niebem... 
Wstaliśmy o godzinie 7 rano i od razu ruszyliśmy pod DUET. Nie chcieliśmy tu być, gdy ludzie zaczną przyjeżdżać na zakupy w centrum handlowym ;) Szybko zjedliśmy śniadanie, posprzątaliśmy trochę na naszych siedzeniach, a następnie poszliśmy do toalety w markecie. Zaczynało łapać nas przeziębienie, obydwoje mieliśmy straszny katar... 
O godzinie 9 odjechaliśmy z Zadaru, Bolek obiecał, że pół dnia spędzimy dzisiaj na plaży. Ucieszyło nas to, bo potrzebowaliśmy odrobiny relaksu... Widoki były niesamowite! Na poniższym zdjęciu widoczny jest żelbetonowy, drogowy most łukowy, łączący stały ląd z chorwacką wyspą Krk.


18 sierpnia 2014


To była okropnie zimna noc... nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że spaliśmy w śpiworach pod gołym niebem... Co chwilę się budziliśmy, próbując skulić się jak najmocniej, żeby złapać jak najwięcej ciepła... Tak zimnych nocy jeszcze na Bolku nie przeżyliśmy. Gdy tylko obudziliśmy się o godzinie 6 i zobaczyliśmy, że DUET jest otwarty, pobiegliśmy po butlę z gazem i zupki chińskie, a następnie wleźliśmy do śpiworów i próbowaliśmy zagrzać się jedzeniem :)
O godzinie 8 Bolek i Pan Tadziu odwieźli nas autokarem do miasta. Wysiedliśmy obok dworca autobusowego, czas na zwiedzanie mieliśmy do godziny 11. 

Szybenik (chorw. Šibenik) – historyczne miasto w Chorwacji, w środkowej Dalmacji, położone nad ujściem rzeki Krka do Morza Adriatyckiego. Jest on politycznym, kulturalnym, komunikacyjnym i turystycznym centrum okręgu szybenicko-knińskiego. Specyficzny charakter miasto zapewne zyskało po wielu transformacjach, które pojawiały się pod koniec lat 90. To co rzuca się na pierwszy rzut oka to brak jakichkolwiek śladów starożytnej historii. Wojna z Serbią całkowicie zrujnowała Szybenik, a miasto do tej pory powoli podnosi się z chwilowego upadku.


16 sierpnia 2014


Obudziliśmy się o godzinie 7 rano, a widoki jakie zastaliśmy, bardzo nas zaskoczyły! Nie spodziewaliśmy się, że za tym parkingiem jest tak pięknie! Chociaż mogliśmy się tego domyśleć, przecież to Riwiera Makarska :) Zwinęliśmy śpiwory i karimaty, a następnie przyszykowaliśmy śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć, bo czasu mieliśmy sporo. 


15 sierpnia 2014

O godzinie 7 rano na placu pielgrzyma w Međugorje, obudziły nas dźwięki nabożeństwa odprawianego pod gołym niebem, na tzw. Ołtarzu polowym. W końcu wyspaliśmy się jak jeszcze nigdy na dzikusie :) Nie martwiliśmy się, że ktoś nas stąd przegoni, że będziemy musieli uciekać przed policją... Właśnie tego było nam trzeba! Coraz więcej pielgrzymów pojawiało się na mszy, więc zwinęliśmy swoje karimaty i śpiwory, a następnie poszliśmy do autokaru przebrać się. O godzinie 8 byliśmy już w kościele, chcieliśmy zobaczyć go od środka, jednak był straszny tłok... 

Međugorje to miejscowość w Bośni i Hercegowinie położona w południowej części Hercegowiny, do 1981 roku nieznana była nawet we własnym kraju. W czasach najnowszych Međugorje jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych (sanktuariów) w świecie katolickim. Według świadectwa sześciorga, wtedy młodych parafian (dwóch chłopców i cztery dziewczynki), od 24 czerwca 1981 roku we wsi Bijakovići, w parafii Međugorje codziennie objawia się Najświętsza Maria Panna. Objawienia cały czas są badane przez Kościół katolicki, do tej pory nie odrzucone ani nie potwierdzone. 






14 sierpnia 2014

To była dla nas naprawdę wyczerpująca i pełna wrażeń noc... Siedzieliśmy na plaży w porcie Orebić, daleko od autokaru i zastanawialiśmy się, co dzieje się z resztą naszej bolkowej grupy. Czy ochroniarz zszedł na plażę i ich znalazł? Nie wiedzieliśmy tego... Chcieliśmy ich jednak za wszelką cenę uprzedzić i sprawdzić co się tam dzieje, lecz nie mieliśmy jak ruszyć się z tego miejsca. Każde przejeżdżające auto, wyglądało dla nas jak auto tego ochroniarza, a przecież zakazał nam zejścia na plażę. Straszny był dla nas również fakt, że nie zabraliśmy ze sobą dokumentów z autokaru... Czuliśmy się jakbyśmy byli tu nielegalnie ;) Około godziny 1 w nocy dziewczyny, które spotkaliśmy po drodze, stwierdziły, że pójdą i sprawdzą co dzieje się przy autokarze. My nie mogliśmy iść, dla nas te tereny były już spalone... Obiecały, że wyślą nam SMSa (jak dobrze, że Gosia jako jedyna miała ze sobą telefon!). Z niecierpliwością czekaliśmy na wiadomość... Gdy nadeszła, załamaliśmy się totalnie... brzmiała ona mniej więcej tak: "Nie przychodźcie, siedzi przy drodze niedaleko autokaru i świeci latarką. Ominęłyśmy autokar i idziemy dalej, szukać jakiegoś miejsca.". Totalnie nie wiedzieliśmy jak mamy wrócić pod autokar! To było straszne...

13 sierpnia 2014

Nad ranem dojechaliśmy na Półwysep Pelješac, który jest drugim co do wielkości półwyspem w Chorwacji, rozciąga się na długości 65 km pomiędzy stałym lądem wyspami Korčula i Mljet. Podróż była dość męcząca, pomimo tego, że trwała tylko 3 godziny. Wzięliśmy śpiwory i karimaty, a następnie całą grupą poszliśmy spać na plażę przy Grand Hotel Orebić. O godzinie 6 rano, wstaliśmy i położyliśmy się w trochę innym miejscu, bliżej autokaru i lasku. Miejsce było wspaniałe! Później dowiedzieliśmy się, że ktoś robił nam zdjęcia jak śpimy, ale wtedy śmialiśmy się z tego... O godzinie 8:30 wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 11 poszliśmy na hotelową plażę. Bolek załatwił nam prom na Wyspę Korčulę po niższej cenie! Zapłaciliśmy po 10 kun od osoby. Czekając na nasz prom podziwialiśmy przepiękne widoki, czuliśmy się jak w raju!

12 sierpnia 2014

Dzień dwunasty... półmetek naszego wyjazdu. Strasznie szybko to minęło, ale niestety na Bolku czas pędzi nieubłaganie, nie dając nam ani chwili odpoczynku.



11 sierpnia 2014

Wstaliśmy przed godziną 7 i dyskretnie weszliśmy na teren kempingu, żeby wziąć prysznic. Na szczęście nikt się nie czepiał, bo nikt nie zwrócił na nas nawet najmniejszej uwagi ;) Mieliśmy sporo czasu, wyjazd z Ulcinj zaplanowany był na godzinę 13. Wysuszyliśmy więc namioty, przewietrzyliśmy śpiwory i stwierdziliśmy, że mamy ochotę na tosty. W piątkę poszliśmy więc na zakupy, było dopiero po 9, jednak upał strasznie nam doskwierał... Do marketu jest dość daleko, jednak po długich poszukiwaniach, zdobyliśmy wszystkie składniki! Nawet nie macie pojęcia jak ciężko dostać tu żółty ser... Dopiero w ósmym markecie znaleźliśmy ten "rarytas" i za 0,5 kg zapłaciliśmy 7 euro.
10 sierpnia 2014

Wstaliśmy o godzinie 6 i od razu zaczęliśmy pakować namioty i śpiwory do autokaru. Nad polami, na których pasły się owce, unosiła się mgła. Były to naprawdę niesamowite widoki o poranku ;)



9 sierpnia 2014

Nasz drugi dzień na kempingu, postanowiliśmy spędzić go dość leniwie... 
Wstaliśmy o godzinie 8, w końcu naprawdę się wyspaliśmy! Nie trzeba było się o nic martwić, to wspaniałe uczucie! Po śniadaniu (makaron z pulpetami) zabraliśmy się za ładowanie telefonów i baterii z aparatów. Gdy jedno z nas pilnowało ładowarek i kontaktowało się z rodziną dzięki WiFi, drugie korzystało z największego z uroków kempingu, a mianowicie z prysznica! I tak na zmianę ;)

8 sierpnia 2014

Wstaliśmy o godzinie 7. Wagon do przewozu aut okazał się bardzo wygodnym miejscem ;) Szybko zwinęliśmy śpiwory i zjedliśmy śniadanie. Pogoda była wspaniała! Bezchmurne niebo, ciepło z samego rana... napawało nas to optymizmem!
7 sierpnia 2014

To była bardzo spokojna noc, nikt nam nie przeszkadzał, nikt nas nie budził... Do czasu, choć spodziewaliśmy się tego ;) O godzinie 6 rano w meczetu wydobyło się bardzo głośne wezwanie do modlitwy... Ok, nie byliśmy jakoś zdziwieni, w końcu spaliśmy na parkingu należącym właśnie do meczetu... Jednak to wezwanie trwało chyba z 10 minut! Był nawet moment, gdy pomyśleliśmy, że to już koniec, ale to chyba była tylko przerwa na oddech ;) Gdy tylko zrobiło się cicho, ponownie poszliśmy spać. Wstaliśmy o godzinie 7:40 i zabraliśmy się za szykowanie śniadania :)


6 sierpnia 2014

Całą noc padał deszcz i potwornie grzmiało, dlatego cieszyliśmy się, że zostaliśmy w suchym i bezpiecznym autokarze. Wyspaliśmy się i było nam ciepło. Dopiero o godzinie 6 obudziło nas wezwanie do modlitwy z meczetu. Przynajmniej bez patrzenia na zegarek wiedzieliśmy, która jest godzina ;)
Gdy wszyscy wrócili do autokaru, ruszyliśmy w drogę do stolicy Bośni i Hercegowiny.


4 sierpnia 2014

Rozłożenie namiotów było bardzo dobrym pomysłem, spało się wspaniale! Obudziliśmy się dopiero nad ranem, gdy zaczęło grzmieć. Postanowiliśmy poskładać już namioty. Bolek opowiedział nam, że do namiotu Oli i Eweliny chcieli wbiec w nocy ludzie, którzy kąpali się nago w Balatonie, ale gdy zobaczyli, że za siatką ktoś śpi, szybko uciekli. Myśleliśmy, że padniemy ze śmiechu ;) 
Poszliśmy zjeść śniadanie i od razu przepakowaliśmy trochę torby. O 8 niebo się przejaśniło, a po burzy nie było nawet śladu. Zapowiadał się wspaniały dzień, tym bardziej, ze ruszyliśmy w drogę do Chorwacji! :) O 12:40 byliśmy już w Barcs na węgiersko-chorwackim przejściu granicznym, na którym są jeszcze sprawdzający paszporty celnicy. 

Slawonia, Slavonija, kraina historyczna we wschodniej Chorwacji, w międzyrzeczu rzek Drawy i Sawy. Zajmuje faliste i pagórkowate tereny południowej części Niziny Węgierskiej. W środkowej części wzniesienia Papuk i Psunj (wysokość do 984 m n.p.m.). Gęsta sieć rzeczna. Ważny region rolniczy. Uprawa pszenicy, kukurydzy, buraków cukrowych, lnu, winorośli, warzyw i drzew owocowych. Hodowla bydła i trzody chlewnej. Przemysł maszynowy, chemiczny, spożywczy. Bolek sporo nam o niej opowiedział w drodze. 

Naszym pierwszym przystankiem była mała wioseczka - Suhopolje (w tłumaczeniu na polski: Suche pole). Czuliśmy wspaniały klimat tego państwa, pomimo że była to zupełnie inna Chorwacja, niż ta, którą poznaliśmy rok temu. 
W trójkę poszliśmy na zakupy, a następnie do parku, gdzie zjedliśmy "obiad" ;) Chorwackie pomidorki były pyszne!


3 sierpnia 2014 - Węgry

Był środek nocy, jednak kontynuowaliśmy nasze zwiedzanie Budapesztu. Nagle miasto zrobiło się jakby ciemniejsze... Okazało się, że zgasili całe oświetlenie zabytków, mostów i ważniejszych miejsc. Było nam bardzo szkoda, bo chcieliśmy zrobić jeszcze zdjęcie podświetlonego Parlamentu, no ale nic nie mogliśmy zrobić ;) Nachodziliśmy się trochę w poszukiwaniu otwartego McDonalda, niestety nie mieli takiego czynnego całą dobę, ale dzięki temu przeszliśmy przez most i zobaczyliśmy inną stronę stolicy - Peszt. Okazało się, że w nocy Peszt tętni życiem, nie tak jak pełna zabytków, spokojna Buda. Przespacerowaliśmy się główniejszymi ulicami Pesztu, zobaczyliśmy park rozrywki, jednak zmęczenie powoli dawało nam się we znaki... 
O godzinie 3 wróciliśmy na górę Gellerta, posiedzieliśmy tam chwile, jednak czuliśmy, że zaraz po prostu zaśniemy, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić, mieliśmy przy sobie parę cenniejszych rzeczy... Postanowiliśmy wrócić pod DUET... Całe szczęście siedział tam Bolek, więc bez problemu dostaliśmy się do autokaru, zostawiliśmy rzeczy, wzięliśmy karimaty i śpiwory, dowiedzieliśmy się również, gdzie śpi reszta ekipy. Poszliśmy więc do parku i bez zastanowienia rozłożyliśmy się obok naszych, w nadziei, że prześpimy się chociaż trochę...

O godzinie 4:30 obudziła nas Ola, krzycząc: "Uciekamy, zraszacze!"... I faktycznie zobaczyliśmy, obracający się w naszą stronę, podły zraszacz, który bez najmniejszego problemu oblał nas... Uciekliśmy na chodnik, rozłożyliśmy rzeczy i chcieliśmy spać dalej, jednak wciąż mieliśmy wrażenie, że zraszacze mają coraz większy zasięg pryskania i że zaraz nas dosięgną. Obserwowaliśmy też nieczynny zraszacz, który mieliśmy zaraz obok głowy... Po jakimś czasie wróciliśmy pod DUET i tam pospaliśmy do godziny 6. 

Po godzinie 7 ruszyliśmy w drogę. Pogoda nie zapowiadała się ciekawie, na niebie były ciemne chmury... Jednak gdy o godzinie 9 dojechaliśmy nad Balaton, pogoda zrobiła się wspaniała! 

Balaton, Jezioro Błotne – największe jezioro Węgier i zarazem Europy Środkowej, położone w południowo-zachodnich Węgrzech, na Nizinie Panońskiej, u południowych podnóży Lasu Bakońskiego, około 80 km od Budapesztu.

Pierwsze co zrobiliśmy po przyjeździe nad Balaton, to wskoczenie w stroje kąpielowe i rozłożenie się nad wodą. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy, że jest ona naprawdę czysta. Nie bez powodu Węgrzy uważają Balaton za swoje morze :)


2 sierpnia 2014 - Polska/Słowacja/Węgry

Budzik ustawiony mieliśmy na godzinę 8, jednak obudziliśmy się o 6. Było bardzo zimno, więc zaczęliśmy grzać wodę na butli gazowej, żeby zrobić sobie ciepłą owsiankę na śniadanie. Pomału budzili się inni bolkowicze, więc nasze obozowisko zaczynało ożywać ;) Rozpoczęło się wielkie gotowanie i sprzątanie. 

Podczas ostatniego pobytu w Czechach postanowiliśmy, że niedługo tu wrócimy i odwiedzimy Adrszpaskie Skalne Miasto, którego nie udało nam się zwiedzić. Byliśmy wtedy już trochę zmęczeni i głodni... Jak zawsze dotrzymaliśmy słowa i 19 czerwca 2014 roku ruszyliśmy, tym razem w nieco innym składzie, do Czech! 
Oczywiście nie obyło się bez przygód... dwa razy musieliśmy zawracać, bo pomyliliśmy trasę, no ale daliśmy radę. Odwiedziliśmy ten sam kantor co poprzednim razem, natomiast granicę przekroczyliśmy w dość dzikim miejscu, a najlepsze było to, że był nią mostek ;)

Za parking zapłaciliśmy 100 koron, dość dużo, w porównaniu z parkingiem w Teplicach, gdzie było o połowę taniej. 



Wyjazd do Skalnego Miasta w Czechach planowaliśmy już od dawna, było to takie nasze małe marzenie... i w końcu 18 czerwca 2014 roku udało się nam je zrealizować! Do Czech wybraliśmy się wraz ze znajomymi, zrobiliśmy zrzutkę na paliwo po 15 zł i każde z nas na wymianę wzięło 40 zł, choć baliśmy się, że może zabraknąć :)

Kolejną wycieczką szkolną na jaką pojechaliśmy, była darmowa wycieczka do Łodzi, w której wcześniej nie byliśmy. Nie ciągnęło nas za bardzo do tego miasta, no ale za darmo (sponsorowane przez Unię) i my mielibyśmy nie skorzystać?  ;)



Pod koniec roku szkolnego, gdy już czuć było wakacje, w naszej szkole została zorganizowana dwudniowa wycieczka do Lublina. Jako że bardzo lubimy zwiedzać, nie mogliśmy się nie zapisać, tym bardziej, że koszt tej wycieczki to tylko 50 zł, a w samym mieście Lublin jeszcze nigdy nie byliśmy :)