Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
6 sierpnia 2015 - Kosowo/Macedonia

Nocka w autokarze minęła nam dość szybko i spokojnie. Byliśmy naprawdę zmęczeni, więc nie mieliśmy żadnych problemów z zaśnięciem. Przed wjazdem do Kosowa mieliśmy jeszcze krótki postój na poranną toaletę, a o godzinie 8:20 byliśmy już na granicy. Celnicy wbili nam Kosowskie pieczątki wjazdowe i bardzo szybko przepuścili nas dalej. 

Kosowo to terytorium sporne w południowej Europie ze stolicą w Prisztinie. Ogłosiło swoją niepodległość 17 lutego 2008 jako Republika Kosowa. Kraj ten jest uznawany przez 105 ze 193 państw członkowskich ONZ, 23 z 28 Unii Europejskiej i 24 z 28 NATO, jednakże formalnie jest państwem nieuznawanym. Od zakończenia wojny domowej był to protektorat administrowany przez ONZ (Tymczasowa Misja Administracyjna Narodów Zjednoczonych w Kosowie, szeroko znana pod angielskim skrótowcem UNMIK) przy pomocy wojsk NATO (KFOR). Władze Serbii, które uważają Kosowo za prawną część terytorium Serbii i są w tej kwestii popierane przez część państw, stosują nazwę Prowincja Autonomiczna Kosowo i Metochia. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego i zgodnie z rezolucjami ONZ Kosowo jest postrzegane przez jedne państwa jako część Serbii, a przez inne jako osobne państwo. Kwestię zgodności deklaracji niepodległości Kosowa z prawem międzynarodowym jednoznacznie ustalił Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze 22 lipca 2010, opiniując głosami 10:4, że deklaracja niepodległości nie była nielegalna, ponieważ nic w prawie międzynarodowym nie zabrania takich deklaracji. Zmiany statusu Kosowa nie udało się uzgodnić na forum ONZ ani w wyniku międzynarodowej mediacji. Na przeprowadzonej 17 lutego 2008 sesji parlamentu Kosowa w Prisztinie zadeklarowano zerwanie dotychczas istniejących związków z Serbią i ogłoszono niepodległość kraju. Według stanu z 11 lutego 2014 na arenie międzynarodowej Kosowo zostało uznane przez 105 państw (oraz, bez wzajemności, przez Tajwan). Do 1992 władze Jugosławii używały w Kosowie flagi Albanii z żółtą gwiazdą w lewym, górnym rogu. Do 17 lutego 2008 Kosowo nie posiadało własnej flagi.


Jeszcze miesiąc temu szykowaliśmy się do wyjazdu, robiliśmy ostatnie zakupy, sprawdzaliśmy, czy wszystko mamy, czytaliśmy o miejscach, do których pojedziemy, a teraz... jest już po wszystkim! Aż trudno uwierzyć, że ten miesiąc minął nam w tak błyskawicznym tempie. Wróciliśmy bogatsi o nowe przeżycia i doświadczenia, z dorobkiem kolejnych tysięcy zdjęć i niezwykłych wspomnień, które nie dadzą nam o sobie zapomnieć, a które powracając wywołają u nas śmiech lub tęsknotę za tym co już minęło. Czas zacząć wspominać!

1 sierpnia 2015 - Polska/Czechy/Słowacja

Pobudka o godzinie 4:30 nie należała do łatwych, lecz ta świadomość, że dziś żegnamy się z naszym domem i łóżkiem, że jedziemy wspólnie przeżyć kolejną przygodę życia, napawała nas ogromnym optymizmem. Ostatnie domowe śniadanko, ostatnia kąpiel w wannie, czas dopakować ostatnie rzeczy i ruszamy! O godzinie 7:30 byliśmy już na Niskich Łąkach. Widok DUETu wywołał u nas ogromne uśmiechy, euforię i ciekawość, co tym razem przeżyjemy, co nas spotka. 
Wybraliśmy miejsca w autokarze, pożegnaliśmy się z Marty Mamą, z naszym Mordkiem i ruszyliśmy na dworzec Nadodrze, gdzie czekała reszta Bolkowej grupy. 



5 lipca 2015 roku, gdy o godzinie 4:30 zadzwonił budzik, naprawdę ciężko było nam zwlec się z łóżek... nie mogliśmy jednak odpuścić, bo już o godzinie 7 mieliśmy wyjechać do Cardiff. Jechał z nami również  Marty Tata, tak więc w trójkę, bardzo niewyspani poszliśmy na przystanek i autobusem linii 52 dojechaliśmy na dworzec autokarowy w Londynie - Victoria Coach Station, skąd wsiedliśmy w piętrowego MegaBusa. Zajęliśmy miejsca na górze, na samym przodzie i "pełni energii" ruszyliśmy w drogę do Walii :)

Dnia 6 czerwca 2015 roku, korzystając z przepięknej, wręcz upalnej pogody, wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę do Zamku w Kliczkowie. Był to dla nas relaks przed egzaminami zawodowymi, które powoli się zbliżają ;) 

Gdy nieubłaganie zbliżał się maj, a wraz z nim nasze matury, tuż przed samym zakończeniem roku szkolnego mieliśmy jechać na klasową pielgrzymkę do Częstochowy.
W październiku 2014 r. Polski Bus, o którym pisaliśmy już w poście z naszego wyjazdu do Warszawy, wypuścił na rynek pulę tanich biletów. Nie mogliśmy nie skorzystać z tej okazji i od razu zarezerwowaliśmy bilety na jednodniową wycieczkę do Krakowa :) Łączna suma (za dwie osoby, w dwie strony) to tylko 28 zł, co daje po 7 zł za przejazd! Tak tanio do Krakowa jeszcze nie jechaliśmy ;)
I tak oto 5 stycznia 2015 roku zaczęła się nasza przygoda z zimowym Krakowem :) To nasz pierwszy wyjazd w 2015 roku, więc napawało nas to sporym optymizmem. Z Wrocławia wyjechaliśmy o godzinie 6 rano, a przed godziną 11 byliśmy już na miejscu. Od razu pożałowaliśmy, że nie skorzystaliśmy z toalety w autokarze... wszędzie były płatne! Ale nasz zmysł zaprawionego bolkowicza nie pozwolił nam zapłacić na dworcu 2 zł, więc musieliśmy znaleźć coś darmowego... Nie było to trudne, bo w pobliżu dworca znajduje się Galeria Krakowska ;)

W lipcu 2011 podczas naszego parodniowego pobytu w Nowym Wiśniczu często spacerowaliśmy po jego okolicach, czasami zbliżając się w stronę górującego nad miastem Zamku. Przedostatniego dnia, gdy pogoda nie sprzyjała wycieczkom ani spacerom, stwierdziliśmy, że jest to najlepszy dzień na odwiedzenie Zamku. 

Zamek w Wiśniczu – zamek położony na zalesionym wzgórzu nad rzeką Leksandrówką we wsi Stary Wiśnicz, wzniesiony przez Jana Kmitę w 2. połowie XIV wieku. Wczesnobarokowy korpus zamku z elementami renesansowymi zbudowano na planie czworoboku z wewnętrznym dziedzińcem. Zwieńczono go czterema basztami w narożach. Od północno-wschodniej strony dobudowano kaplicę z kryptą grobową Lubomirskich, a od południowo-wschodniej wolno stojącą tzw. Kmitówkę. Na drugim piętrze, przy Sali Rycerskiej mieści się galeria widokowa. Budowla otoczona jest fortyfikacjami bastionowymi z bramą wjazdową z początków XVII wieku.


Podczas naszej wizyty w Nowym Wiśniczu wybraliśmy się z rodzicami i młodszą siostrą Michała do Krakowskich Łagiewnik i do samego Krakowa  na wycieczkę. Pogoda nam dopisywała, więc nic nie stało na przeszkodzie :)

Pierwszym punktem na naszym planie było Sanktuarium Bożego Miłosierdzia – sanktuarium położone przy ul. Siostry Faustyny w Krakowie-Łagiewnikach. Związane jest z życiem i działalnością św. siostry Faustyny Kowalskiej, propagatorki kultu Bożego Miłosierdzia. Od lat 40. XX wieku miejsce pielgrzymek związanych z obecnością łaskami słynącego obrazu Jezusa Miłosiernego oraz grobu św. Faustyny.


W lipcu 2011 roku wybraliśmy się z rodzicami Michała na parę dni do Nowego Wiśnicza, o którym napiszemy niebawem. Podczas tego wyjazdu odwiedziliśmy znajdującą się w pobliżu Kopalnię Soli Bochnia

Zapraszamy do zapoznania się z cennikiem zwiedzania kopalni na jej stronie internetowej



Po pobycie w Zamku Gniew stwierdziliśmy, że jesteśmy na tyle blisko kolejnego zamku, że aż głupio byłoby nie wstąpić ;) Tym zamkiem był Zamek w Malborku (niem. Ordensburg Marienburg) – usytuowany na prawym brzegu Nogatu, gotycki, ceglany, warowny, otoczony fosą, wzniesiony w kilku etapach od 3 ćw. XIII w. do poł. XV w. przez zakon krzyżacki. Zespół zamku krzyżackiego w Malborku został uznany za pomnik historii w 1994 roku. Jest to jeden z najlepszych przykładów średniowiecznej architektury obronno-rezydencjonalnej w Europie. 

23 sierpnia 2014

Obudziliśmy się o godzinie 7 rano, obok nas sprzątali pracownicy strefy bezcłowej. Poszliśmy do publicznej toalety, żeby się umyć, a następnie zjedliśmy śniadanie. Było strasznie zimno... Obawialiśmy się, że Praga po raz kolejny przywita nas deszczem... Gdy już wszyscy byli gotowi, wsiedliśmy do ciepłego autokaru i pożegnaliśmy bezcłówkę. Droga bardzo nam się dłużyła, lecz dzięki temu mieliśmy okazję się zagrzać po tej lodowatej nocy.
22 sierpnia 2014

Nocka w autokarze nie należy do łatwych, jednak spało nam się świetnie. Było tak ciepło i przytulnie... O godzinie 4 mieliśmy krótki postój na stacji paliw. Kolejny postój był o 7:30. Na dworze strasznie wiało, a temperatura nie była zbyt wysoka... Już wiedzieliśmy, że trzeba będzie wyciągnąć bluzy i długie spodnie. 
Tego dnia mieliśmy zwiedzać Wiedeń... Czuliśmy lekką niechęć do tego miasta (może dlatego, że był to koniec wyjazdu i brakowało nam Bałkańskich krajobrazów? A może po prostu nie przepadamy za Wiedniem...), jednak sporo bolkowiczów nie było tu jeszcze, dlatego Bolek nie chciał go odpuścić. 
Dość długo nie mogliśmy znaleźć parkingu... Okazało się, że miejsca z poprzednich lat są już niedostępne. Michał i paru innych bolkowiczów pomogło Bolkowi w odnalezieniu się w terenie. Dopiero po godzinie 10 znaleźliśmy miejsce na postój. Byliśmy naprawdę zniechęceni do tego miasta, lecz czuliśmy się w obowiązku, żeby pokazać je Ewelinie. Nie narzekając zbyt wiele, ruszyliśmy do centrum, a było ono dość daleko ;)

Wiedeń - stolica i największe miasto Austrii. Znajduje się w północno-wschodniej części kraju, nad Dunajem. Jest miastem statutarnym, tworząc jednocześnie odrębny kraj związkowy. Historyczne centrum miasta, pełne zabytków ze wszystkich epok historycznych z przewagą XIX-wiecznego historyzmu i secesji przełomu XIX i XX w., zostało w 2001 wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ze względu na bogactwo atrakcji, należy do najchętniej odwiedzanych miast Europy. Wiedeń oficjalnie podzielony jest na 23 dzielnice. Jest on znaczącym ośrodkiem kultury europejskiej. 


21 sierpnia 2014


Nocna burza trwała dość długo... Byliśmy bardzo zadowoleni, że mamy dach nad głową. Niestety nie był on do końca szczelny i trochę na nas nakapało, ale woleliśmy to, niż ulewę na zewnątrz ;) Po godzinie 12 w nocy kierowca odpalił silnik, uprzedzał nas o tym, więc nie byliśmy zaskoczeni... Choć trzeba przyznać, że trochę szybciej zabiły nam serca, a w głowach pojawiło się pytanie "czy na pewno nigdzie nas nie wywiezie?". Wiał straszny wiatr, który sprawiał, że cała ciężarówka się ruszała... to było trochę tak, jakby jechała... Był stres, lecz gdy wiatr zawiał mocniej i naszym oczom ukazał się DUET, bardzo nam ulżyło i próbowaliśmy zasnąć... a nie było to łatwe... Silnik ucichł dopiero po godzinie 3 w nocy i tak naprawdę, to dopiero wtedy udało nam się zasnąć (choć cały czas kapała między nas woda, położyliśmy w to miejsce bluzę, bo kropla uderzająca o karimatę naprawdę może narobić irytującego hałasu...). Była to ciężka noc, lecz i tak byliśmy niezwykle wdzięczni uprzejmemu kierowcy z Polski :)

Wstaliśmy o godzinie 7 rano. Mokre rzeczy rozwiesiliśmy na płocie należącym do Lidla. Następnie poszliśmy zrobić zakupy i spokojnie zjedliśmy śniadanie. Byliśmy trochę niewyspani... Po śniadaniu poszliśmy we dwoje do Kauflandu, żeby się umyć i skorzystać z toalety. Mieli fajne, duże umywalki, w których bez problemu można umyć głowę ;)
Po godzinie 9 rozłożyliśmy karimaty obok autokaru i odpoczywaliśmy. Nawet trochę się nam przysnęło ;) Gdy się obudziliśmy, mieliśmy jeszcze godzinę do odjazdu, więc wyciągnęliśmy butlę z gazem i zrobiliśmy kisielki. 


20 sierpnia 2014

Około godziny 3 w nocy nadeszła potworna burza... Błyskawice co chwilę przecinały niebo. Paru zmokniętych, zmarzniętych bolkowiczów wróciło do autokaru, ich karimaty i śpiwory dosłownie ociekały z wody, dlatego też byliśmy przeszczęśliwi, że spaliśmy tu cały czas. W końcu było nam ciepło, mieliśmy cały autokar dla siebie, nie zmokliśmy i czuliśmy się naprawdę bezpiecznie. 
Wstaliśmy o godzinie 7:10, zjedliśmy śniadanie, a następnie poszliśmy do toalety na stację paliw. Wzięliśmy ze sobą od razu czajnik z wodą do zagrzania, bo Bolek zawsze gania nas po wrzątek ;)

O godzinie 9 ruszyliśmy w drogę, do przejechania mieliśmy 101 km. Widoki były wspaniałe! To właśnie za nie tak bardzo uwielbiamy Chorwację :) 


18 sierpnia 2014


To była okropnie zimna noc... nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że spaliśmy w śpiworach pod gołym niebem... Co chwilę się budziliśmy, próbując skulić się jak najmocniej, żeby złapać jak najwięcej ciepła... Tak zimnych nocy jeszcze na Bolku nie przeżyliśmy. Gdy tylko obudziliśmy się o godzinie 6 i zobaczyliśmy, że DUET jest otwarty, pobiegliśmy po butlę z gazem i zupki chińskie, a następnie wleźliśmy do śpiworów i próbowaliśmy zagrzać się jedzeniem :)
O godzinie 8 Bolek i Pan Tadziu odwieźli nas autokarem do miasta. Wysiedliśmy obok dworca autobusowego, czas na zwiedzanie mieliśmy do godziny 11. 

Szybenik (chorw. Šibenik) – historyczne miasto w Chorwacji, w środkowej Dalmacji, położone nad ujściem rzeki Krka do Morza Adriatyckiego. Jest on politycznym, kulturalnym, komunikacyjnym i turystycznym centrum okręgu szybenicko-knińskiego. Specyficzny charakter miasto zapewne zyskało po wielu transformacjach, które pojawiały się pod koniec lat 90. To co rzuca się na pierwszy rzut oka to brak jakichkolwiek śladów starożytnej historii. Wojna z Serbią całkowicie zrujnowała Szybenik, a miasto do tej pory powoli podnosi się z chwilowego upadku.


16 sierpnia 2014


Obudziliśmy się o godzinie 7 rano, a widoki jakie zastaliśmy, bardzo nas zaskoczyły! Nie spodziewaliśmy się, że za tym parkingiem jest tak pięknie! Chociaż mogliśmy się tego domyśleć, przecież to Riwiera Makarska :) Zwinęliśmy śpiwory i karimaty, a następnie przyszykowaliśmy śniadanie. Nie musieliśmy się spieszyć, bo czasu mieliśmy sporo. 


15 sierpnia 2014

O godzinie 7 rano na placu pielgrzyma w Međugorje, obudziły nas dźwięki nabożeństwa odprawianego pod gołym niebem, na tzw. Ołtarzu polowym. W końcu wyspaliśmy się jak jeszcze nigdy na dzikusie :) Nie martwiliśmy się, że ktoś nas stąd przegoni, że będziemy musieli uciekać przed policją... Właśnie tego było nam trzeba! Coraz więcej pielgrzymów pojawiało się na mszy, więc zwinęliśmy swoje karimaty i śpiwory, a następnie poszliśmy do autokaru przebrać się. O godzinie 8 byliśmy już w kościele, chcieliśmy zobaczyć go od środka, jednak był straszny tłok... 

Međugorje to miejscowość w Bośni i Hercegowinie położona w południowej części Hercegowiny, do 1981 roku nieznana była nawet we własnym kraju. W czasach najnowszych Međugorje jest jednym z najbardziej znanych i najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych (sanktuariów) w świecie katolickim. Według świadectwa sześciorga, wtedy młodych parafian (dwóch chłopców i cztery dziewczynki), od 24 czerwca 1981 roku we wsi Bijakovići, w parafii Međugorje codziennie objawia się Najświętsza Maria Panna. Objawienia cały czas są badane przez Kościół katolicki, do tej pory nie odrzucone ani nie potwierdzone. 





13 sierpnia 2014

Nad ranem dojechaliśmy na Półwysep Pelješac, który jest drugim co do wielkości półwyspem w Chorwacji, rozciąga się na długości 65 km pomiędzy stałym lądem wyspami Korčula i Mljet. Podróż była dość męcząca, pomimo tego, że trwała tylko 3 godziny. Wzięliśmy śpiwory i karimaty, a następnie całą grupą poszliśmy spać na plażę przy Grand Hotel Orebić. O godzinie 6 rano, wstaliśmy i położyliśmy się w trochę innym miejscu, bliżej autokaru i lasku. Miejsce było wspaniałe! Później dowiedzieliśmy się, że ktoś robił nam zdjęcia jak śpimy, ale wtedy śmialiśmy się z tego... O godzinie 8:30 wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie i o godzinie 11 poszliśmy na hotelową plażę. Bolek załatwił nam prom na Wyspę Korčulę po niższej cenie! Zapłaciliśmy po 10 kun od osoby. Czekając na nasz prom podziwialiśmy przepiękne widoki, czuliśmy się jak w raju!

12 sierpnia 2014

Dzień dwunasty... półmetek naszego wyjazdu. Strasznie szybko to minęło, ale niestety na Bolku czas pędzi nieubłaganie, nie dając nam ani chwili odpoczynku.



11 sierpnia 2014

Wstaliśmy przed godziną 7 i dyskretnie weszliśmy na teren kempingu, żeby wziąć prysznic. Na szczęście nikt się nie czepiał, bo nikt nie zwrócił na nas nawet najmniejszej uwagi ;) Mieliśmy sporo czasu, wyjazd z Ulcinj zaplanowany był na godzinę 13. Wysuszyliśmy więc namioty, przewietrzyliśmy śpiwory i stwierdziliśmy, że mamy ochotę na tosty. W piątkę poszliśmy więc na zakupy, było dopiero po 9, jednak upał strasznie nam doskwierał... Do marketu jest dość daleko, jednak po długich poszukiwaniach, zdobyliśmy wszystkie składniki! Nawet nie macie pojęcia jak ciężko dostać tu żółty ser... Dopiero w ósmym markecie znaleźliśmy ten "rarytas" i za 0,5 kg zapłaciliśmy 7 euro.