Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
7 sierpnia 2014
To była bardzo spokojna noc, nikt nam nie przeszkadzał, nikt nas nie budził... Do czasu, choć spodziewaliśmy się tego ;) O godzinie 6 rano w meczetu wydobyło się bardzo głośne wezwanie do modlitwy... Ok, nie byliśmy jakoś zdziwieni, w końcu spaliśmy na parkingu należącym właśnie do meczetu... Jednak to wezwanie trwało chyba z 10 minut! Był nawet moment, gdy pomyśleliśmy, że to już koniec, ale to chyba była tylko przerwa na oddech ;) Gdy tylko zrobiło się cicho, ponownie poszliśmy spać. Wstaliśmy o godzinie 7:40 i zabraliśmy się za szykowanie śniadania :)
6 sierpnia 2014
Całą noc padał deszcz i potwornie grzmiało, dlatego cieszyliśmy się, że zostaliśmy w suchym i bezpiecznym autokarze. Wyspaliśmy się i było nam ciepło. Dopiero o godzinie 6 obudziło nas wezwanie do modlitwy z meczetu. Przynajmniej bez patrzenia na zegarek wiedzieliśmy, która jest godzina ;)
Gdy wszyscy wrócili do autokaru, ruszyliśmy w drogę do stolicy Bośni i Hercegowiny.
4 sierpnia 2014
Rozłożenie namiotów było bardzo dobrym pomysłem, spało się wspaniale! Obudziliśmy się dopiero nad ranem, gdy zaczęło grzmieć. Postanowiliśmy poskładać już namioty. Bolek opowiedział nam, że do namiotu Oli i Eweliny chcieli wbiec w nocy ludzie, którzy kąpali się nago w Balatonie, ale gdy zobaczyli, że za siatką ktoś śpi, szybko uciekli. Myśleliśmy, że padniemy ze śmiechu ;)
Poszliśmy zjeść śniadanie i od razu przepakowaliśmy trochę torby. O 8 niebo się przejaśniło, a po burzy nie było nawet śladu. Zapowiadał się wspaniały dzień, tym bardziej, ze ruszyliśmy w drogę do Chorwacji! :) O 12:40 byliśmy już w Barcs na węgiersko-chorwackim przejściu granicznym, na którym są jeszcze sprawdzający paszporty celnicy.
Slawonia, Slavonija, kraina historyczna we wschodniej Chorwacji, w międzyrzeczu rzek Drawy i Sawy. Zajmuje faliste i pagórkowate tereny południowej części Niziny Węgierskiej. W środkowej części wzniesienia Papuk i Psunj (wysokość do 984 m n.p.m.). Gęsta sieć rzeczna. Ważny region rolniczy. Uprawa pszenicy, kukurydzy, buraków cukrowych, lnu, winorośli, warzyw i drzew owocowych. Hodowla bydła i trzody chlewnej. Przemysł maszynowy, chemiczny, spożywczy. Bolek sporo nam o niej opowiedział w drodze.
Naszym pierwszym przystankiem była mała wioseczka - Suhopolje (w tłumaczeniu na polski: Suche pole). Czuliśmy wspaniały klimat tego państwa, pomimo że była to zupełnie inna Chorwacja, niż ta, którą poznaliśmy rok temu.
W trójkę poszliśmy na zakupy, a następnie do parku, gdzie zjedliśmy "obiad" ;) Chorwackie pomidorki były pyszne!
3 sierpnia 2014 - Węgry
Był środek nocy, jednak kontynuowaliśmy nasze zwiedzanie Budapesztu. Nagle miasto zrobiło się jakby ciemniejsze... Okazało się, że zgasili całe oświetlenie zabytków, mostów i ważniejszych miejsc. Było nam bardzo szkoda, bo chcieliśmy zrobić jeszcze zdjęcie podświetlonego Parlamentu, no ale nic nie mogliśmy zrobić ;) Nachodziliśmy się trochę w poszukiwaniu otwartego McDonalda, niestety nie mieli takiego czynnego całą dobę, ale dzięki temu przeszliśmy przez most i zobaczyliśmy inną stronę stolicy - Peszt. Okazało się, że w nocy Peszt tętni życiem, nie tak jak pełna zabytków, spokojna Buda. Przespacerowaliśmy się główniejszymi ulicami Pesztu, zobaczyliśmy park rozrywki, jednak zmęczenie powoli dawało nam się we znaki...
O godzinie 3 wróciliśmy na górę Gellerta, posiedzieliśmy tam chwile, jednak czuliśmy, że zaraz po prostu zaśniemy, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić, mieliśmy przy sobie parę cenniejszych rzeczy... Postanowiliśmy wrócić pod DUET... Całe szczęście siedział tam Bolek, więc bez problemu dostaliśmy się do autokaru, zostawiliśmy rzeczy, wzięliśmy karimaty i śpiwory, dowiedzieliśmy się również, gdzie śpi reszta ekipy. Poszliśmy więc do parku i bez zastanowienia rozłożyliśmy się obok naszych, w nadziei, że prześpimy się chociaż trochę...
O godzinie 4:30 obudziła nas Ola, krzycząc: "Uciekamy, zraszacze!"... I faktycznie zobaczyliśmy, obracający się w naszą stronę, podły zraszacz, który bez najmniejszego problemu oblał nas... Uciekliśmy na chodnik, rozłożyliśmy rzeczy i chcieliśmy spać dalej, jednak wciąż mieliśmy wrażenie, że zraszacze mają coraz większy zasięg pryskania i że zaraz nas dosięgną. Obserwowaliśmy też nieczynny zraszacz, który mieliśmy zaraz obok głowy... Po jakimś czasie wróciliśmy pod DUET i tam pospaliśmy do godziny 6.
Po godzinie 7 ruszyliśmy w drogę. Pogoda nie zapowiadała się ciekawie, na niebie były ciemne chmury... Jednak gdy o godzinie 9 dojechaliśmy nad Balaton, pogoda zrobiła się wspaniała!
Balaton, Jezioro Błotne – największe jezioro Węgier i zarazem Europy Środkowej, położone w południowo-zachodnich Węgrzech, na Nizinie Panońskiej, u południowych podnóży Lasu Bakońskiego, około 80 km od Budapesztu.
Pierwsze co zrobiliśmy po przyjeździe nad Balaton, to wskoczenie w stroje kąpielowe i rozłożenie się nad wodą. Byliśmy bardzo miło zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy, że jest ona naprawdę czysta. Nie bez powodu Węgrzy uważają Balaton za swoje morze :)
2 sierpnia 2014 - Polska/Słowacja/Węgry
Budzik ustawiony mieliśmy na godzinę 8, jednak obudziliśmy się o 6. Było bardzo zimno, więc zaczęliśmy grzać wodę na butli gazowej, żeby zrobić sobie ciepłą owsiankę na śniadanie. Pomału budzili się inni bolkowicze, więc nasze obozowisko zaczynało ożywać ;) Rozpoczęło się wielkie gotowanie i sprzątanie.
Podczas ostatniego pobytu w Czechach postanowiliśmy, że niedługo tu wrócimy i odwiedzimy Adrszpaskie Skalne Miasto, którego nie udało nam się zwiedzić. Byliśmy wtedy już trochę zmęczeni i głodni... Jak zawsze dotrzymaliśmy słowa i 19 czerwca 2014 roku ruszyliśmy, tym razem w nieco innym składzie, do Czech!
Oczywiście nie obyło się bez przygód... dwa razy musieliśmy zawracać, bo pomyliliśmy trasę, no ale daliśmy radę. Odwiedziliśmy ten sam kantor co poprzednim razem, natomiast granicę przekroczyliśmy w dość dzikim miejscu, a najlepsze było to, że był nią mostek ;)
Za parking zapłaciliśmy 100 koron, dość dużo, w porównaniu z parkingiem w Teplicach, gdzie było o połowę taniej.
Wyjazd do Skalnego Miasta w Czechach planowaliśmy już od dawna, było to takie nasze małe marzenie... i w końcu 18 czerwca 2014 roku udało się nam je zrealizować! Do Czech wybraliśmy się wraz ze znajomymi, zrobiliśmy zrzutkę na paliwo po 15 zł i każde z nas na wymianę wzięło 40 zł, choć baliśmy się, że może zabraknąć :)
Z okazji ferii zimowych chciałam zrobić Michałowi niespodziankę i zarezerwowałam dwa noclegi w hotelu Zamkowym przy Zamku Książ. Zawsze chciałam zobaczyć to miejsce, a wiedziałam, że Michał był tam już parę razy. Gdy dowiedział się o niespodziance, najpierw trochę się zdenerwował (nie lubi niespodzianek), ale już po chwili się cieszył.
Do tej pory na blogu pojawiały się jedynie nasze zagraniczne podróże, jednak w Polsce też mamy wiele wspaniałych miejsc! :)
Decyzja o wyjeździe do Zakopanego została podjęta przez nas dość spontanicznie, ale był to wspaniale spędzony czas!
7 września 2013
Z Wrocławia staraliśmy się wyjechać wcześnie rano, jednak jak zawsze mieliśmy opóźnienie z pakowaniem rzeczy do auta, to już chyba u nas norma ;) Za to mój pies, jest zawsze gotowy do jazdy. Droga minęła nam w miarę szybko, z krótkim przystankiem na śniadanie. Znajomy mojego taty z wojska, z którym byliśmy umówieni, wyjechał po nas i pokazał nam drogę do jego rodziny, u której mieliśmy spędzić noc. Po szybkim zapoznaniu i rozpakowaniu się w pokojach, ja i Michał pojechaliśmy z nowo poznanym kolegom - Mateuszem - na przejażdżkę po Zakopanem i okolicach. Oczywiście przejechaliśmy również przez Gubałówkę ;)
Zakopane to miasto turystyczne leżące w województwie małopolskim. Zakopane jest największym ośrodkiem miejskim w bezpośrednim otoczeniu Tatr, dużym ośrodkiem sportów zimowych, od dawna nazywane nieformalnie zimową stolicą Polski. Miasto położone jest nad kilkoma potokami, których wody ostatecznie wpadają do rzeki Zakopianka. Częściowo na terenie zakopanego znajduje się obszar Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Wstaliśmy o godzinie 7. Bolek powiedział nam, że zostajemy w Rzymie do godziny 24, ale z campingu musimy wyjechać dużo wcześniej i autokar zaparkowany będzie przy wjeździe do miasta. Spakowaliśmy więc nasze rzeczy do autokaru, wzięliśmy prysznic (tak na zapas ;) ) i o godzinie 11 staliśmy już na przystanku.
5 sierpnia 2013 - Włochy
Przed 1 w nocy dojechaliśmy do Bari - jest to miasto i gmina w południowych Włoszech, położone nad Adriatykiem. Bari jest stolicą prowincji Bari i regionu Apulia. Bari jest największym miastem nad Adriatykiem, ważnym ośrodkiem przemysłowym, handlowym i kulturalnym Włoch południowych.
Po wyjściu z autokaru, poszliśmy wraz z Bolkiem poszukać miejsca do spania, a przy okazji połączyliśmy to z nocnym zwiedzaniem. Bolek bardzo ciekawie opowiadał nam o wszystkich zabytkach. W nocy miasto wyglądało niezwykle. Podczas poszukiwań, wykruszyła nam się prawie połowa grupy. Jednak po jakimś czasie wróciliśmy pod mury miasta i stwierdziliśmy, że to jest jednak dobre miejsce do spania (tzw. "dzikus").
Wstaliśmy o godzinie 7, bo słońce już dawno wstało, a po ulicy kręciło się dużo osób, wszyscy patrzyli na nas dość dziwnie, w końcu takie "kokony" to niecodzienny widok ;)
3 sierpnia 2013 - Włochy
Obudziłam się przed godziną 5:30, z daleka słyszałam jakiś dziwny, niepokojący dźwięk... Nie dawało mi to spokoju, więc obudziłam Michała, który otworzył namiot, żeby się rozejrzeć. W całym parku, unosiła się potworna mgła, wyglądało to przerażająco i dalej słyszałam ten dziwny dźwięk... W głowie pojawiła mi się jedna myśl: Skądś go znam... Tylko skąd? Niezadowolony Michał wyszedł z namiotu i poszedł się rozejrzeć, po czym wrócił i powiedział, że pewnie ktoś strumyk czyści i żebym dała spokój. Wciąż jednak coś mnie niepokoiło. O godzinie 5:50 usłyszałam ten dźwięk jeszcze bliżej nas. Szybko obudziłam Michała, otworzyliśmy namiot i wtedy wszystko było jasne... Po drugiej stronie mostku dźwięk w końcu ustał, za to po naszej stronie z ziemi wysunęły się dwumetrowe zraszacze! Pamiętam jak szybko wybiegliśmy z krzykiem z namiotu, obudziliśmy Olę i Asię, złapaliśmy namioty i pobiegliśmy na drugą stronę mostku, gdzie zraszacze już się schowały. W miejscu gdzie stał nasz namiot, również z ziemi wyrósł zraszacz. Ledwo przebiegliśmy przez mostek, a te potwory się uruchomiły. Muszę przyznać, że miały niezły zasięg :)
Godzinę posiedzieliśmy w parku na ławce, patrząc jak miejsce, w którym niedawno spaliśmy, jest zraszane zimną wodą, po czym spakowaliśmy rzeczy, żeby zabrać się do autokaru. Wciąż nie mogliśmy uwierzyć w swoje szczęście, jeszcze chwila i bylibyśmy cali mokrzy ;)
O godzinie 7 byliśmy już pod autokarem i jedliśmy śniadanie. Reszta grupy powoli wracała z plaży, a ich karimaty i śpiwory wyglądały po prostu strasznie, były całe mokre i w piachu... Dobrze, że nie poszliśmy spać z nimi, bo po naszej przygodzie namioty szybko wyschły na słońcu, czego nie mogę powiedzieć o ich brudnych rzeczach.
O godzinie 9 wyjechaliśmy w stronę Wenecji, do której dojechaliśmy o 11. Zatrzymaliśmy się przy tym samym Lidlu co rok temu.
Szybko się zebraliśmy i poszliśmy na autobus do samej Wenecji, którą opisywałam już tutaj, ale dla własnego przypomnienia, opiszę ją jeszcze raz :)
A więc... Wenecja, zwana inaczej Królową Adriatyku, to stolica regionu Veneto i prowincji Wenecja, zajmuje ona 118 małych wysp na bagnistej lagunie, wzdłuż morza. Cały ten obszar znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wenecja to symbol – kulturowy, architektoniczny, turystyczny, ostatnio także środowiskowy.
W tym roku postanowiliśmy zwiedzać miasto idąc zgodnie z drogowskazami. Na Ponte di Rialto również dotarliśmy, ale nie robiliśmy mu zdjęć.
3 maja 2013
Kolejny dzień w naszym raju! Na ten dzień zaplanowaną mieliśmy wyprawę na Wyspę Hvar, która zwana jest królową wśród dalmatyńskich wysp. To najdłuższa wyspa Chorwacji (68 km), „tonąca w słońcu” (słońce świeci tu przez 2722 godziny w roku). Od czasów antycznych znana jest ze swojego strategicznego położenia, bogactwa, ciekawej historii, kulturalnych i przyrodniczych atrakcji obfitujących zwłaszcza w wakacje.
Pojechaliśmy więc do miejscowości Drvenik, w której czekaliśmy na nasz prom. Kolejka była bardzo długa, jednak dla wszystkich starczyło miejsca na tym, wyglądającym na małego, promie :)
Dzień 25 (25 sierpnia 2012) - AUSTRIA/CZECHY
Tego dnia byliśmy w Wiedniu - jest to stolica i największe miasto Austrii. Znajduje się w północno-wschodniej części kraju, nad Dunajem. Jest miastem statutarnym, tworząc jednocześnie odrębny kraj związkowy. Historyczne centrum miasta, pełne zabytków ze wszystkich epok historycznych z przewagą XIX-wiecznego historyzmu i secesji przełomu XIX i XX w., zostało w 2001 wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ze względu na bogactwo atrakcji, należy do najchętniej odwiedzanych miast Europy.
Bolek wysadził nas w parku zaraz obok Prateru, jest to jeden z najlepiej wyposażonych parków rozrywki w Europie. Do jego najsłynniejszych obiektów należy zbudowane w 1896 r. przez angielskiego inżyniera Waltera Basseta, Wielkie Koło, Riesenrad, jeden z symboli miasta. Dzisiaj Prater to także ogromny teren rekreacyjny i park sportowy. Tutaj znajdują się: piłkarski stadion, tor wyścigów konnych Freudenau, baseny kąpielowe, korty tenisowe, pole golfowe i ścieżki rowerowe. Jest także planetarium oraz wiele restauracji i bufetów na świeżym powietrzu. Tutaj także, w pobliżu wesołego miasteczka, znajdują się pawilony i wielkie tereny targowe, gdzie odbywają się doroczne Targi Wiedeńskie i liczne ekspozycje czasowe.
Najpierw poszliśmy się umyć, a następnie ruszyliśmy na miasto. Byliśmy bardzo głodni, a większość restauracji była jeszcze zamknięta, dlatego zdecydowaliśmy się zjeść w barze z kurczakami. Było całkiem smacznie, ale całą naszą trójkę bolały po tym brzuchy, jednak dzielnie szliśmy dalej.
Dzień 24 (24 sierpnia 2012) - WŁOCHY
Bolek wysadził nas koło Lidla, niedaleko Wenecji. Szybko się ogarnęliśmy, poszliśmy na zakupy, jednak okazało się, że nie możemy zapłacić kartą, więc nasze śniadanie było skromne. We czwórkę poszliśmy na autobus i okazało się, że mamy świetny dojazd.
Królowa Adriatyku (Wenecja) - stolica regionu Veneto i prowincji Wenecja zajmuje 118 małych wysp na bagnistej lagunie, wzdłuż morza. Cały ten obszar znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wenecja to symbol – kulturowy, architektoniczny, turystyczny, ostatnio także środowiskowy.
Zaraz po przyjeździe do miasta rzuciłyśmy się na stragany z pamiątkami i kupiłyśmy sobie maski weneckie, a Michał w tym czasie zaplanował trasę zwiedzania.


.jpg)