Dzień 9 (9 sierpnia 2012) - FRANCJA
O godzinie 8 obudziliśmy się i za oknem ujrzeliśmy dworzec kolejowy w Bordeaux. Z tego miejsca wieczorem mieliśmy zabrać dziewczynę, która nie jechała z nami od początku.
O 9 Michał z Bolkiem i paroma osobami, poszli na dworzec po mapki, jednak okazało się, że są bardzo nieczytelne... Poszliśmy na dworzec, żeby umyć się w publicznej toalecie, a następnie kupiliśmy coś do jedzenia (standardowo bagietkę).
Bordeaux jest średniej wielkości francuskim miastem liczącym około 230 tysięcy mieszkańców. Położone jest w malowniczym estuarium, czyli lejkowatym ujściu rzeki Garonny, mniej więcej 100 km od wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Doskonała żeglowność rzeki i połączenie z oceanem sprawiają, że jest to ważne miasto portowe, pełniące w tym zakresie znaczącą rolę jako jeden z największych portów Francji z dostępem dla wielkich statków oceanicznych.
Bordeaux jest średniej wielkości francuskim miastem liczącym około 230 tysięcy mieszkańców. Położone jest w malowniczym estuarium, czyli lejkowatym ujściu rzeki Garonny, mniej więcej 100 km od wybrzeża Oceanu Atlantyckiego. Doskonała żeglowność rzeki i połączenie z oceanem sprawiają, że jest to ważne miasto portowe, pełniące w tym zakresie znaczącą rolę jako jeden z największych portów Francji z dostępem dla wielkich statków oceanicznych.
Po ubogim śniadaniu nasza czwórka była gotowa do drogi, spakowaliśmy się w jedną torbę (targaliśmy ze sobą koc) i poszliśmy. Po półgodzinnym marszu znaleźliśmy stację benzynową, na pierwszy rzut oka kasjerka nie wyglądała zbyt przyjaźnie, ale po krótkiej rozmowie i naszych pytaniach dotyczących miasta, okazała się naprawdę w porządku. Kupiliśmy mapkę i ruszyliśmy dalej. Niestety po drodze rozerwała nam się torba, więc zaczęliśmy rozglądać się za jakimkolwiek marketem. Po drodze przeszliśmy przez ogromną halę targową, nie pachniało tam zbyt ładnie, dlatego bardzo mi ulżyło, gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu. Niedaleko wypatrzyłam mały market, w którym kupiliśmy dużą torbę, serek czosnkowy (nasz ulubiony!) i bagietki. Śniadanie zjedliśmy na Place Maynard, na którym znajduje się Basilica of St. Michael, kościół wybudowany w stylu gotyckim, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz Fléche Saint-Michel.
Dzień 8 (8 sierpnia 2012) - FRANCJA
Wstaliśmy o godzinie 9, a okazało się, że o 10 wyjeżdżamy. Szybko się umyliśmy, złożyliśmy namioty i kupiliśmy na stacji bagietki. Nie zjedliśmy jednak konkretnego śniadania.
O 13 dojechaliśmy do miasteczka Villefranche-de-Rouergue, gdzie mieliśmy zostać do godziny 24. We czwórkę poszliśmy szukać jakiegoś marketu, kierując się drogowskazem, który pokazywał, że niedaleko jest E. Leclerk, ale szukaliśmy go przez ponad godzinę w upale... Zrezygnowani wróciliśmy do miasta i szukaliśmy jakiegokolwiek otwartego sklepu z czymkolwiek do picia, temperatura była nie do wytrzymania... Zapytaliśmy miejscowego, który wskazał nam dobra drogę do małego marketu, w którym zrobiliśmy zakupy i już po chwili siedzieliśmy w parku jedząc śniadanie (parówki, żółty ser i bagietka).
Dzień 7 (7 sierpnia 2012) - FRANCJA
Rano okazało się, że w nocy na parking przyszło całkiem sporo bolkowiczów, którym także przeszkadzali studenci. Zjedliśmy szybkie śniadanie i tuż przed odjazdem poszliśmy jeszcze zrobić zdjęcia przy katedrze, koło której przechodziliśmy nocą. Zdążyliśmy jeszcze znaleźć toaletę i Punkt Informacji Turystycznej, z którego oczywiście musiałam wziąć mapkę miasta.
Vienne, miasto w południowo-wschodniej Francji, nad rzeką Rodan, na południe od Lyonu, w departamencie Isère. 29 tys. mieszkańców, zespół miejski 40 tys. mieszkańców (1990).
Galorzymska Vienna, główny ośrodek celtyckich Allobrogów. Od 121 p.n.e. przeszło pod panowanie Rzymu. Od III-IV w. siedziba biskupstwa, od ok. 450 arcybiskupstwa. W V w. stolica Burgundii, w 534 włączone do państwa Franków. 879 hrabia Vienne koronował się na króla Dolnej Burgundii. Od XI w. pod rządami miejscowych arcybiskupów, którzy w 1023 otrzymali tytuł hrabiów Viennois. W XII w. tytuł hrabiowski przejęli władcy Delfinatu. 1349 włączone do Francji. Miejsce obrad soboru vienneńskiego (1311-1312).
Vienne, miasto w południowo-wschodniej Francji, nad rzeką Rodan, na południe od Lyonu, w departamencie Isère. 29 tys. mieszkańców, zespół miejski 40 tys. mieszkańców (1990).
Galorzymska Vienna, główny ośrodek celtyckich Allobrogów. Od 121 p.n.e. przeszło pod panowanie Rzymu. Od III-IV w. siedziba biskupstwa, od ok. 450 arcybiskupstwa. W V w. stolica Burgundii, w 534 włączone do państwa Franków. 879 hrabia Vienne koronował się na króla Dolnej Burgundii. Od XI w. pod rządami miejscowych arcybiskupów, którzy w 1023 otrzymali tytuł hrabiów Viennois. W XII w. tytuł hrabiowski przejęli władcy Delfinatu. 1349 włączone do Francji. Miejsce obrad soboru vienneńskiego (1311-1312).
Dzień 6 (6 sierpnia 2012) - WŁOCHY/FRANCJA
Noc spędzona w autokarze nie jest łatwą nocą... Cały czas leciała głośna muzyka, studenci mieli imprezę, dołączylibyśmy do niej, gdybyśmy nie byli tak straszne zmęczeni po ciężkim dniu... Jednak po jakimś czasie w autokarze zrobiło się cicho i wszyscy poszli spać.
Tego dnia mieliśmy mieć camping, wszyscy byliśmy tacy szczęśliwi, jednak okazało się, że miejsce, które byśmy dostali nie jest warte tej ceny, więc zgodnie zrezygnowaliśmy. Nie będę oszukiwać, że nie było nam żal, chyba każdy marzył o campingowym prysznicu, praniu i spokojnym śnie. Ale przecież z powodu braku campingu nikt nie będzie płakał, jesteśmy samowystarczalni :)
W Lyon bardzo długo nie mogliśmy znaleźć parkingu i w końcu zatrzymaliśmy się przy rzece Rodan (fr. Rhône).
Lyon - miasto we Francji, w środkowo-wschodniej części kraju, nad rzekami Rodanem i Saoną, w regionie Rodan-Alpy, w departamencie Rodan. Ludność 470 tysięcy. Tradycyjny ośrodek przemysłu włókienniczego. Ważny węzeł kolejowy – linia TGV. Ośrodek kulturalno – naukowy.
Szybko zjedliśmy śniadanie przy autokarze i poszliśmy szukać toalety. Następnie udaliśmy się w stronę McDonalda, gdzie z Olą umyłyśmy głowy w toalecie. Mieli naprawdę fajne umywalki, więc nie było żadnego problemu. Jednak nigdy nie zapomnę min tych ludzi, były genialne, a muszę wspomnieć, że była to toaleta damsko-męska xD Michał w tym czasie zamówił nam po cheeseburgerze, a do tego frytki. W McDonaldzie spędziliśmy godzinę, czekając aż wyschną nam włosy.
Lyon - miasto we Francji, w środkowo-wschodniej części kraju, nad rzekami Rodanem i Saoną, w regionie Rodan-Alpy, w departamencie Rodan. Ludność 470 tysięcy. Tradycyjny ośrodek przemysłu włókienniczego. Ważny węzeł kolejowy – linia TGV. Ośrodek kulturalno – naukowy.
Szybko zjedliśmy śniadanie przy autokarze i poszliśmy szukać toalety. Następnie udaliśmy się w stronę McDonalda, gdzie z Olą umyłyśmy głowy w toalecie. Mieli naprawdę fajne umywalki, więc nie było żadnego problemu. Jednak nigdy nie zapomnę min tych ludzi, były genialne, a muszę wspomnieć, że była to toaleta damsko-męska xD Michał w tym czasie zamówił nam po cheeseburgerze, a do tego frytki. W McDonaldzie spędziliśmy godzinę, czekając aż wyschną nam włosy.
Dzień 5 (5 sierpnia 2012) - WŁOCHY
O godzinie 5 byliśmy już w autokarze i zmierzaliśmy w stronę
Mediolanu, stolicy mody i luksusu. To tu znajduje się słynna na całym świecie
Dzielnica Mody usytuowana pomiędzy Piazza Duomo, Piazza Cavour i Piazza San
Babila. Można tu odwiedzić butiki znanych włoskich marek m.in. Armani, Prada,
Dolce & Gabbana, Gucci i Versace....
Do miasta dotarliśmy około godziny 9 i znowu Bolek wysadził
nas przy Stadio Giuseppe Meazza „San Siro” – to największy stadion Włoch. Często nazywany jest też „La Scalą futbolu”. Wybudowany
został w latach 20 XX wieku i jest też jednym z największych stadionów w całej
europie. Pomieścić może 85 tyś kibiców. Rozgrywane są tam mecze dwóch drużyn
A.C. Milanu i Inter Mediolanu. Kibice Interu zajmują Zakole Północne stadionu,
natomiast kibice Milanu Południowe Zakole. Ciekawostką jest fakt, że pod
południową trybuną znajduje się muzeum tych dwóch drużyn. Według rankingu UEFA
stadion San Siro otrzymał 5 gwiazdek i znalazł się wśród 27 najwyżej ocenianych
stadionów europejskich.
Dzień 4 (4 sierpnia 2012) - WŁOCHY
Dzień 2 (2 sierpnia 2012) - CZECHY/AUSTRIA
Rano z dziewczynami poszłyśmy się umyć do płatnej toalety, a Michał został, żeby złożyć namioty. O 9 udaliśmy się w stronę parkingu, gdzie po jakimś czasie pojawił się nasz DUET i w końcu mogliśmy zjeść śniadanie, którego już nie mogliśmy się doczekać :)
Potem pojechaliśmy do Salzburga, gdzie „nasza” grupa
zrobiła pierwsze, drobne zakupy i poszliśmy zwiedzać miasto. Bolek i autokar
zmyli się. Mieliśmy 4 godziny dla siebie.
Pewnego dnia
do naszego ZSE-A przyszedł niezwykły człowiek, emerytowany profesor historii...
Opowiadał nam o swoich podróżach i wyjazdach zagranicznych, które organizuje
już od 20 lat! Gdy tak go słuchałam, wiedziałam, że musze wybrać się z nim na
kolejny wyjazd, który był w trakcie przygotowania. Tym bardziej, że nie są to
typowe, sztywne, szkolne wyjazdy...
Bolek, bo tak go nazywamy, pomimo swojego wieku, ma doskonały kontakt z młodzieżą i w sumie sam chyba zatrzymał się na 18 latach :) Na tym spotkaniu zauważył, ze słucham go i chłonę jego wspomnienia jak zaczarowana. Chyba widział tą iskrę zapału w moich oczach. Po wszystkim, zaprosił zainteresowanych na spotkanie przyszłych bolkowiczów pod wrocławskim pręgierzem. Pewnie już wtedy domyślał się, że pojadę...
Oczywiście wraz z moim chłopakiem wybraliśmy się na spotkanie organizowane przez Bolka. Nie mogliśmy go jednak wypatrzeć w tłumie, a czas mijał. Bałam się, że nie znajdziemy go... I gdy tak siedzieliśmy pod pręgierzem, podszedł do nas Bolek! To on wypatrzył nas :D
Na kolejne spotkanie poszła z nami nasza przyjaciółka – Ola. Jej również spodobał się pomysł miesięcznego EuroTripu. Poznaliśmy naprawdę dużo ciekawych ludzi i wyjazd już wtedy zapowiadał się wspaniale.
Trasę będę podawać już opisując poszczególne dni ;)
Bolek, bo tak go nazywamy, pomimo swojego wieku, ma doskonały kontakt z młodzieżą i w sumie sam chyba zatrzymał się na 18 latach :) Na tym spotkaniu zauważył, ze słucham go i chłonę jego wspomnienia jak zaczarowana. Chyba widział tą iskrę zapału w moich oczach. Po wszystkim, zaprosił zainteresowanych na spotkanie przyszłych bolkowiczów pod wrocławskim pręgierzem. Pewnie już wtedy domyślał się, że pojadę...
Oczywiście wraz z moim chłopakiem wybraliśmy się na spotkanie organizowane przez Bolka. Nie mogliśmy go jednak wypatrzeć w tłumie, a czas mijał. Bałam się, że nie znajdziemy go... I gdy tak siedzieliśmy pod pręgierzem, podszedł do nas Bolek! To on wypatrzył nas :D
Na kolejne spotkanie poszła z nami nasza przyjaciółka – Ola. Jej również spodobał się pomysł miesięcznego EuroTripu. Poznaliśmy naprawdę dużo ciekawych ludzi i wyjazd już wtedy zapowiadał się wspaniale.
Trasę będę podawać już opisując poszczególne dni ;)
Dzień 1 (1 sierpnia 2012) – POLSKA/CZECHY
Szybkie pożegnanie z rodzicami i odjazd! Teraz już nie ma odwrotu... I dobrze! Jeszcze nie ogarniamy kto jest kto, ale będzie fajnie. Kutna Hora, jako pierwszy punkt na naszym planie. Jest to jedno z czeskich miast wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.
Okazało się, że Bolek pozwolił nam zwiedzać w małych grupkach. Dobraliśmy się z Olą i Majką, ale nasze zorganizowanie było kiepskie. Krótki spacer i godzina spędzona na jedzeniu przy autokarze.
Kolejną naszą przygodą był wyjazd do Berlina w marcu 2012 roku.
WSPOMNIENIA Z PAMIĘTNIKA
Dzień pierwszy:
O piątej wyjechaliśmy z domu. Czas spędzony w samochodzie minął szybko i ani się obejrzałam już byliśmy w Berlinie i szukaliśmy ulicy na której mieszkała znajoma u której mieliśmy spędzić te dwa dni. W końcu trafiliśmy pod odpowiedni dom i Pani Ela pojawiła się w drzwiach. Dom był olbrzymi i zrobił na mnie wrażenie. Po rozpakowaniu się i rozejrzeniu po domu zjedliśmy śniadanie. W domu było pełno obrazów i zabytkowych mebli, a pokój w którym spaliśmy miał 60 m2. Po śniadaniu ustaliliśmy co zwiedzamy i ruszyliśmy na podbój miasta. Najpierw kupiliśmy bilety na U-bana i S-bana (metro podziemne i naziemne) po czym trafiliśmy przed ambasadę rosyjską. Po chwili kupiliśmy lepszą mapę dla turystów i ruszyliśmy do Bramy Brandenburskiej (Brandenburger Tor), znak rozpoznawczy i symbol połączonego Berlina – niegdyś stojąca na ziemi niczyjej, symbolizowała podział miasta przez mur berliński. Po upadku muru Brama została ponownie otwarta 22 grudnia 1989 roku. Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche) przy Kurfürstendamm stanowi monument pokoju i pojednania, znak woli odbudowy Berlina z powojennych gruzów.
Zawsze chciałam zwiedzić Paryż i zobaczyć słynną wieże Eiffela... W roku 2012 miałam taką okazję! Z Michałem, rodzicami i znajomymi polecieliśmy na parę dni do Paryża…
WSPOMNIENIA Z PAMIĘTNIKA
Dzień pierwszy:
I oto nadszedł dzień naszego wyjazdu do Paryża. Rano o 8:00 Michał pojawił się u mnie w domu. Cały czas trwały jeszcze resztki przygotowań i sprawdzania wszystkiego. O 9 wyszliśmy z domu, Mordek (mój pies) płakał, ale nie mogliśmy go zabrać ze sobą. Autobusem udaliśmy się na lotnisko, rozmawiając, śmiejąc się i słuchając muzyki. Na lotnisku byliśmy przed znajomymi, z którymi mieliśmy jechać. Po tym jak przyjechali, czas minął szybko. Odprawa przebiegła szybko i bez problemów, potem samolot i czekał nas półtora godzinny lot. Był pochmurny dzień, więc widoki z samolotu były kiepskie.... W samolocie zamówiliśmy sobie kanapki które nie były specjalnie wyjątkowe, jak na ich cenę. Lot minął szybko, a lądowanie było delikatne.
W listopadzie 2011 roku pojechaliśmy na wycieczkę szkolnego zespołu i chóru na Ukrainę. Ja co prawda nie byłam ani w zespole, ani w chórze, a wkręciłam się tylko dzięki temu, że Michał grał na gitarze w zespole ;)
Dzień wyjazdu:
W końcu przyszedł tak długo wyczekiwany dzień. Rano nawet nie czułam, że wieczorem gdziekolwiek jadę. O 19:45 spotkaliśmy się w autokarze, którym dojechaliśmy następnego dnia do Łopatynia, na Ukrainie. Jazda była dość męcząca, ze względu na długi czas (16 godzin) oraz to jak mało miejsca mieliśmy na nogi. Do północy wszyscy w autokarze śpiewali. Nie wyglądali na zmęczonych.
Dzień pierwszy:
Koło drugiej w nocy wszystkich... prawie wszystkich złapał sen. Położyłam głowę na kolanach Michała z nadzieją, że zasnę, po jakimś czasie jednak wstałam i poszłam spać przytulona do okna... Kilka godzin później znaleźliśmy się na miejscu. Ukraina powitała nas chłodem... Po wyjściu z autokaru udaliśmy się całą grupą do szkoły (mają tam 11 klas i kończą szkolę w wieku 16 lat, pisząc maturę). Młodsi uczniowie patrzyli na nas z zaciekawieniem i serdecznością, co do starszych, to było tu różnie. Zostaliśmy zaproszeni na lekcje. Ja wraz z Michałem i paroma innymi osobami trafiliśmy na lekcje fizyki. Profesor znał trochę polski, więc byliśmy pytani całą lekcję... o to jak nam się podoba Ukraina, jak wygląda nasza szkoła, ile mamy klas, jak długo się uczymy itp. Uratowaliśmy naszych zagranicznych kolegów i koleżanki od lekcji. Po wszystkim udaliśmy się do stołówki, a stamtąd do domu kultury. Po obejrzeniu występów reprezentacji Ukrainy, przystąpiliśmy do naszego koncertu. Nie dość, że byliśmy zestresowani to na dodatek było nam strasznie zimno.
WSPOMNIENIA Z PAMIĘTNIKA
Dzień wyjazdu:
W końcu przyszedł tak długo wyczekiwany dzień. Rano nawet nie czułam, że wieczorem gdziekolwiek jadę. O 19:45 spotkaliśmy się w autokarze, którym dojechaliśmy następnego dnia do Łopatynia, na Ukrainie. Jazda była dość męcząca, ze względu na długi czas (16 godzin) oraz to jak mało miejsca mieliśmy na nogi. Do północy wszyscy w autokarze śpiewali. Nie wyglądali na zmęczonych.
Dzień pierwszy:
Koło drugiej w nocy wszystkich... prawie wszystkich złapał sen. Położyłam głowę na kolanach Michała z nadzieją, że zasnę, po jakimś czasie jednak wstałam i poszłam spać przytulona do okna... Kilka godzin później znaleźliśmy się na miejscu. Ukraina powitała nas chłodem... Po wyjściu z autokaru udaliśmy się całą grupą do szkoły (mają tam 11 klas i kończą szkolę w wieku 16 lat, pisząc maturę). Młodsi uczniowie patrzyli na nas z zaciekawieniem i serdecznością, co do starszych, to było tu różnie. Zostaliśmy zaproszeni na lekcje. Ja wraz z Michałem i paroma innymi osobami trafiliśmy na lekcje fizyki. Profesor znał trochę polski, więc byliśmy pytani całą lekcję... o to jak nam się podoba Ukraina, jak wygląda nasza szkoła, ile mamy klas, jak długo się uczymy itp. Uratowaliśmy naszych zagranicznych kolegów i koleżanki od lekcji. Po wszystkim udaliśmy się do stołówki, a stamtąd do domu kultury. Po obejrzeniu występów reprezentacji Ukrainy, przystąpiliśmy do naszego koncertu. Nie dość, że byliśmy zestresowani to na dodatek było nam strasznie zimno.
18 sierpnia 2011 roku wraz z moim chłopakiem Michałem polecieliśmy do Londynu. Bardzo długo szykowaliśmy się do tego wyjazdu i nie mogliśmy się go doczekać, ja oczywiście musiałam zrobić plan zwiedzania :) O godzinie 5 stawiliśmy się na lotnisku we Wrocławiu i... o 6:20 rozpoczęliśmy naszą wyprawę. Jak ja nienawidzę latać…
Rok 2008 – mój czwarty wyjazd do Wielkiej Brytanii. Tym razem ze mną i moją mama poleciała babcia i ciocia. Odleciałyśmy z Wrocławskiego lotniska i po dwóch godzinach byłyśmy już w Londynie. Anglia powitała nas typową dla siebie pogodą, jednak trochę słońca też było :) Dużo podróżowaliśmy metrem, zwiedziliśmy British Museum, National History Museum oraz Tower of London. Mieliśmy również okazję zobaczyć jak podnoszą Tower Bridge, aby statek mógł przepłynąć. No i standardowo poszliśmy pod Buckingham. Podczas tego wyjazdu całkiem sporo zwiedziliśmy, dlatego bardzo miło go wspominam. Zwiedzanie już wtedy stawało się moją pasją.
W roku 2006 trzeci raz odwiedziłam tatę w Wielkiej Brytanii. Tym razem ze mną i z mamą wybrała się również moja babcia. Poleciałyśmy samolotem na lotnisko w pobliżu Londynu, ponieważ mój tata był już po przeprowadzce. To była moja pierwsza podróż samolotem, wrażania były niesamowite, choć strach był. Za dużo filmów katastroficznych się naoglądałam ;)
Będąc już w Londynie dużo zwiedzaliśmy, poszliśmy także na London Eye. Mieliśmy wybrać się do Birmingham, żeby odwiedzić Annę, jednak nie udało nam się to, ponieważ Anna była w szpitalu. Któregoś dna wybraliśmy się do wesołego miasteczka, które było niedaleko domu mojego taty. Było naprawdę fajnie, jednak było po nim trochę siniaków :)
Będąc już w Londynie dużo zwiedzaliśmy, poszliśmy także na London Eye. Mieliśmy wybrać się do Birmingham, żeby odwiedzić Annę, jednak nie udało nam się to, ponieważ Anna była w szpitalu. Któregoś dna wybraliśmy się do wesołego miasteczka, które było niedaleko domu mojego taty. Było naprawdę fajnie, jednak było po nim trochę siniaków :)
Mój drugi wyjazd do Wielkiej Brytanii był w maju 2005 roku. Znowu wraz z mamą jechałyśmy autokarem 26 godziny do Birmingham, gdzie jak poprzednim razem mieszkałyśmy u znajomej Anny. Pamiętam, że wtedy pierwszy raz Anna zabrała nas na jednodniową wycieczkę do Londynu. Bardzo spodobało mi się to miasto, ma swój urok. Niestety z tego wyjazdu pamiętam bardzo niewiele... To było tak dawno temu ;) Dlatego zostawiam Was z kilkoma zdjęciami.
I teraz przychodzi najtrudniejsza cześć do opisania... A mianowicie Anglia. Czemu? Bo sama nie wiem ile razy tam byłam, 5 czy może 6 razy? Ze zdjęć wynikałoby, że chyba 6, bo trafiło nam się parę zdjęć nie pasujących do pozostałych wyjazdów, ale pewności nie mam nawet po długich konsultacjach z rodzicami...
Mój pierwszy wyjazd do Wielkiej Brytanii był w lutym 2005 roku. Jechałyśmy z mamą autokarem aż 26 godzin, z czego dwie spędziłyśmy na promie z Francji. Pomimo, że granice były już otwarte, przechodziłyśmy przez długie odprawy paszportowe i kontrole bagażowe. W ciągu tych godzin przejechałyśmy przez Niemcy, Holandię, Belgię i Francję, aż w końcu dojechałyśmy do celu naszej podróży, czyli Birmingham, gdzie mój tata pracował jako kierowca autobusu.
Na miejscu dowiedziałyśmy się, że nie będziemy mieszkać w mieszkaniu taty, ponieważ wynajmował je wraz ze swoimi kolegami i nie było tam za dużo miejsca, tym bardziej, że w tym czasie również do taty kolegi przyjechała rodzina. Z przerażeniem usłyszałyśmy, że będziemy mieszkać u starszej kobiety, która była pasażerką mojego taty, a która bardzo dużo pomogła mu w jego początkach w Anglii.
Anna, bo tak ma na imię, okazała się naprawdę wspaniałą kobietą i do dziś traktuję ją jak swoją trzecią babcię. Przyjęła nas jakbyśmy znali się od zawsze. Codziennie robiła nam pyszne posiłki i oczywiście puddingi. Gdy tata był w pracy zabierała nas na spacery po okolicy, na zakupy do centrum, do sklepów z ciuchami, razem z nią zwiedziłyśmy zabytkowe muzeum i galerię sztuki. Pomimo bariery językowej bez problemu można było się z nią dogadać, gdy brakowało nam słów, Anna sięgała po słownik angielsko-polski i było po kłopocie.
I muszę przyznać, że bardzo podobało mi się w domu Anny. Mój mały pokoik był super, a łóżko było niesamowicie wygodne. Anna zawsze dbała o swój ogród i swoje kwiaty. Mimo swojego wieku nigdy nie brakuje jej energii. Dzięki tacie i oczywiście Annie spędziłam dwa cudowne tygodnie w Birmingham...
Ważny ośrodek przemysłowy (m.in. zakłady Rovera i Cadbury), kulturalny (Led Zeppelin, Black Sabbath, Judas Priest, Electric Light Orchestra, Napalm Death, City of Birmingham Symphony Orchestra, której dyrygentem był przez trzy lata Andrzej Panufnik) i akademicki (trzy uniwersytety).
Birmingham ma rozbudowany system kanałów, które łącznie są dłuższe od kanałów w Wenecji.
W mieście znajdują się stacje kolejowe Birmingham Moor Street, Birmingham Snow Hill, Birmingham New Street.
W roku 2004 mój tata pracował w Szwecji w malutkiej miejscowości Knickarp. Dokładnie 4 kwietnia 2004 roku wybrałyśmy się z mamą na 10 dni do taty. To było tak dawno temu, a ja do tej pory pamiętam tą długą podróż pociągiem do Świnoujścia i nasz bieg z ciężkimi torbami na prom Unity Line, który miał zaraz odpływać. Rejs trwał aż 9 godzin... Prom był naprawdę piękny, a widoki z niego nie do opisania! Gdy już wysiadłyśmy z niego, to dopiero wtedy dotarło do nas jaki jest potężny. Już na lądzie, po przejściu kolejnej odprawy paszportowej, powitał nas tata i wraz z jego znajomym pojechaliśmy do „domu”.
Dom był duży, dookoła niego mnóstwo zieleni, było cudownie. Szkoda, że tak mało z tego pamiętam... Codziennie rano przed domem chodziły nam sarny lub zające się ganiały. Często wybieraliśmy się na spacery po okolicy, a raz nawet wybraliśmy się do Malmö, gdzie spędziliśmy bardzo miło czas zwiedzając i grając w kręgle. Z Malmö pojechaliśmy do stolicy Danii – Kopenhagi, mostem zwanym Øresundsbron, był naprawdę potężny, nie mogłam się na niego napatrzeć, chcąc zapamiętać jak najwięcej. Wiem, że Kopenhaga i Malmö to miasta, do których chciałabym kiedyś wrócić, by zwiedzić je jeszcze raz.
Będąc w naszym „domu” w Knickarp często graliśmy w grę zwaną „Yatzy” i muszę przyznać, że nadal lubię w nią grać, ponieważ można się przy niej naprawdę fajnie bawić, a ile przy tym śmiechu i emocji. Już pod koniec naszego wyjazdu zrobiliśmy sobie ognisko obok naszego domku.
Moją pierwszą przygodą był wyjazd do Niemiec do miejscowości Eversael. Bardzo nie mogłam się doczekać, a na paszport czekałam aż cztery miesiące! Było to w roku 2003, dlatego niezbyt wiele z tego pamiętam. Moja mama pracowała tam wtedy, a my z tatą pojechaliśmy ją odwiedzić. Podróż autokarem była długa, ale nie stanowiło to dla mnie żadnego problemu. Wtedy Polska nie była jeszcze w Unii, więc przekraczanie granic wyglądało zupełnie inaczej... Pamiętam dłuuugą kolejkę autokarów, celników sprawdzających paszporty, jednak nie wspominam tego źle.
Miasto, do którego przyjechaliśmy było naprawdę przyjemne i czyste. Pamiętam spacer z rodzicami nad Ren... Zrobiliśmy tam piękne zdjęcia, które tata po powrocie do Polski niechcący usuną... Któregoś dnia pojechałam z tatą do pobliskiego miasta Rheinberg, mama była wtedy w pracy. Spędziliśmy miło czas, tata rozśmieszał mnie podczas zamawiania kurczaka. Gdy wracaliśmy do naszego miejsca pobytu, nie mogliśmy pojechać autobusem, ponieważ jeździły tylko cztery razy na dzień, więc musielibyśmy strasznie długo czekać i szliśmy przy drodze pieszo... Byłam bardzo zmęczona, więc w tajemnicy przed tatą łapałam stopa. I nagle zatrzymał się młody Niemiec! Pewnie zrobiło mu się mnie szkoda. Tata wytłumaczył mu gdzie chcemy dotrzeć, a później rozmawiał z nim. Okazało się że nasz wybawca potrafi powiedzieć po polsku „dzień dobry” oraz „dwa piwa”.
Tak jak już wcześniej pisałam, nie pamiętam zbyt wiele z tego wyjazdu... To było 10 lat temu. Jednak miło wspominam tą przygodę :)







