23 września 2017 roku to data, której wyczekiwaliśmy z niecierpliwością... pierwszy lot samolotem Kuba miał już za sobą przy okazji podróży do Warszawy, lecz tym razem czekał go pierwszy lot za granicę, do Anglii :)
Rok 2017 minął nam w tak ekspresowym tempie... był to rok pełen niezwykłych emocji i wrażeń. Podróże ograniczyły się co prawda do kilku wycieczek po Polsce i czterech wyjazdów do Londynu, w tym jeden wyjazd samochodem przez Niemcy, Holandię, Belgię i Francję by ostatecznie spędzić święta Bożego Narodzenia wraz z rodziną oraz psem w Anglii i wrócić do domu 31 grudnia :) Było 8 lotów samolotem, sporo przejechanych kilometrów, kilka naprawdę pięknych miejsc i dużo gigabajtów niezwykłych wspomnień na karcie aparatu...
Jednak najważniejszym wydarzeniem tego roku były narodziny naszego synka Kubusia. Było to dnia 27 marca... nasz ułożony świat wywrócił się wtedy do góry nogami, a czas zaczął pędzić w mega szybkim tempie. Przekonaliśmy się, że bycie rodzicami jest ciężkie, czasem wręcz wyczerpujące, lecz daje niesamowitą siłę, motywację i radość :) Od 9 miesięcy patrzymy jak ten mały człowiek rośnie, towarzyszymy mu na każdym kroku i widzimy jak duże postępy już zrobił. Od początku próbujemy zaszczepić w nim pasję podróżnika i mamy nadzieję, że kiedyś sam z zaciekawieniem będzie spoglądał na mapę ;) 
Planów i zajęć mamy mnóstwo, co w tym roku odbiło się na naszych podróżach... Świadomie odsunęliśmy je na dalszy plan, by w przyszłości móc pokazać świat naszemu synkowi. Bo z podróży nie zamierzamy rezygnować ;) Już snujemy plany na przyszły rok, a w maju mamy zaklepany wyjazd do Chorwacji ;) Nie jest łatwo pogodzić podróże z byciem rodzicami, a zarazem studentami trzeciego roku. Mamy małe zaległości w opisywaniu naszych wspomnień z podróży na blogu, za jakiś czas z pewnością się zmotywuję, lecz na razie priorytetem jest moja praca licencjacka... 
Muszę przyznać, że jesteśmy naprawdę gigantycznymi szczęściarzami i mamy naprawdę świetne życie! Pomimo młodego wieku, uważamy się za osoby bardzo odpowiedzialne... mamy 22 lata, wspólnie realizujemy nasze plany i marzenia, tworzymy zgraną rodzinę i razem planujemy podbijać świat ;) Po prostu jesteśmy szczęśliwi, czy można chcieć czegoś więcej?

I tego samego życzymy wam! Niech nadchodzący 2018 rok będzie jeszcze lepszy i da wam dużo radości. Spełniajcie swoje marzenia, realizujcie plany, zawsze uparcie dążcie do celu! Życzymy wam dużo szalonych podróży, tanich biletów, samych pięknych kadrów i niesamowitych przeżyć. Po prostu SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! :)

STYCZEŃ - Londyn
MAJ - Ślęża
CZERWIEC - Zamek Książ
LIPIEC - Lubiąż, Zieleniec
SIERPIEŃ - Dolina Baryczy
WRZESIEŃ - Warszawa, Londyn i jeszcze raz Londyn
PAŹDZIERNIK - Zamek Topacz
GRUDZIEŃ - Londyn, Stonehenge

Posty z września, października i grudnia w najbliższym czasie zapewne pojawią się na blogu ;) W planach mamy również opisanie naszej podróży samochodem do Wielkiej Brytanii oraz formalności przy przewozie psa, lecz na razie kończymy rok z tym co jest już na blogu ;)




2 września 2017 roku to dla nas ważna data. Tego dnia Kubuś wkroczył na wyższy poziom podróżowania i odbył swój pierwszy lot samolotem! A w sumie to dwa loty jednego dnia ;) Odwiedził również swoją pierwszą stolicę!

Dnia 15 sierpnia wybraliśmy się na spontaniczną wycieczkę. Tak naprawdę do końca nie wiedzieliśmy gdzie zrobimy postój i co będziemy zwiedzać ;) Kierowaliśmy się w stronę Milicza, a nasz wybór ostatecznie padł na spacer wśród stawów Parku Narodowego Dolina Baryczy :)

Kolejna pinezka na mapie Kubusia została postawiona w Zieleńcu ;) Dostaliśmy od znajomych propozycję wybrania się na zlot motocyklowy, więc po krótkich namysłach, zaczęliśmy planować trasę ;) Choć pogoda początkowo nam nie sprzyjała to w wyśmienitych humorach ruszyliśmy na zlot :) W drogę z nami ruszył mój przyjaciel Łukasz oraz Kacper, z tym że z tym drugim spotkaliśmy się dopiero w połowie trasy, gdyż to jedyny motocyklista z naszej gromadki. Choć nie ukrywam, że w przyszłości ja również planuję zakup jednośladu, stąd też tak wielkie zainteresowanie moto zlotem z mojej strony ;) W Zieleńcu czekali już na nas kolejni nasi znajomi, inicjatorzy pomysłu wybrania się na zlot, czyli Michał i Sandra. Ruszyliśmy na teren zlotu i tu spotkała nas pierwsza niespodzianka... 

Ale najpierw coś o Zieleńcu ;)

Zieleniec jest popularnym ośrodkiem narciarskim, na jego terenie działa blisko 30 wyciągów narciarskich. Latem jest dobrą bazą wypadową w Góry Orlickie i pobliskie Góry Bystrzyckie. Znajduje się tu schronisko PTTK „Orlica” oraz schronisko PTSM. W Zieleńcu panuje specyficzny mikroklimat (jedyny taki w Polsce) – zbliżony do alpejskiego.



Kolejna wycieczka Kubusia była zaplanowana dość spontanicznie... znajomi rzucili pomysł, nas nie trzeba długo namawiać, wspólnie wybraliśmy miejsce i w drogę ;) Tym razem wybór padł na Opactwo Cystersów w Lubiążu. Nasz mały podróżnik nie ma problemow z jazdą, więc podróż nie była dla nas uciążliwa :)
Opactwo cystersów w Lubiążu to jeden z największych zabytków tej klasy w Europie, będący jednocześnie największym opactwem cysterskim na świecie. Opactwo to nazywane jest arcydziełem śląskiego baroku. Na otoczone murem wzgórze klasztorne prowadzi od północy droga przechodząca przez kamienny most przerzucony nad fosą, założoną ok. 1509 roku. Jego obecny wygląd pochodzi z roku 1710, kiedy to został rozbudowany. Na uwagę zasługuje szczególnie elewacja północna z bogato udekorowanym szczytem, na którym we wnękach znajdują się figury założycieli zakonu cysterskiego, św. Benedykta i św. Bernarda.









Kupiliśmy bilety, niestety nie można zwiedzać obiektu bez przewodnika, więc w grupie ruszyliśmy na zwiedzanie obiektu. Kubuś chyba był znudzony opowieściami o historii opactwa i zasnął mi na rękach, a lekki to on nie jest ;)

Najbardziej przypadła nam do gustu sala książęca, której wysokość zajmuje drugą i trzecią kondygnację, a wejście prowadzi z korytarza na pierwszym piętrze przez portal z postaciami Murzyna i Indianina. Jest naprawdę piękna!










Po zwiedzaniu porobiliśmy jeszcze kilka zdjęć na zewnątrz i pomału zbieraliśmy się do drogi powrotnej. Kubuś dalej nie zamierzał się budzić, tak fajnie mu się spało ;)






Na naszej mapie pojawiła się kolejna pinezka, wycieczka była naprawdę udana i bardzo miło spędziliśmy czas ;)

Fot. Sandra Szczygieł, Marta i Michał Czerniawscy

Małymi krokami przyzwyczajamy naszego podróżnika do wycieczek. Nie możemy narzekać, bo w aucie Kubuś jest bardzo grzeczny, dlatego śmiało planujemy kolejne wyjazdy ;) Tym razem zabraliśmy młodego do jednego z największych zamków w Polsce i Europie, a już na pewno największego na Dolnym Śląsku, czyli do Zamku Książ :)

Gdy 27 marca 2017 roku na świat przyszedł nasz przyszły mały podróżnik, od razu zaczęliśmy planować krótkie wycieczki, na które wybierzemy się z nim w tym roku. Na pierwszy wyjazd Kubusia, który był jednocześnie jego podróżniczym chrztem, wybraliśmy górę Ślężę :) Po dokładnym upewnieniu się, że na pewno da się tam wjechać wózkiem, spakowaliśmy wszystkie rzeczy potrzebne w podróży z takim maleństwem i ruszyliśmy w drogę. Rudi też już nie mógł się doczekać ;)  
Kolejną podróż do Londynu planowaliśmy już od dawna. Dla mnie to był powrót po 5 miesiącach, natomiast dla Michała po troszkę ponad roku ;) Tym razem lecieli z nami moi dziadkowie, ale nie tylko dlatego ta podróż była inna od pozostałych. Różniła się też tym, że leciałam już z widocznym brzuszkiem ciążowym ;) Oczywiście byłam po konsultacji ze swoim lekarzem i miałam podpisany "Formularz Zaświadczający o Zdolności do Podróżowania w Ciąży" w dwóch językach, że nie ma żadnych przeciwwskazań do lotu samolotem, które Ryanair wymaga od kobiet powyżej 28 tygodnia ciąży.  Był to mój 27 tydzień ciąży, lecz wolałam mieć już ze sobą takie zaświadczenie, żebym przypadkiem nie została na lotnisku ;)
6 stycznia 2017 r. stawiliśmy się z samego rana na wrocławskim lotnisku. Tym razem nie miał nas kto zawieźć, a nie bardzo uśmiechała nam się poranna podróż autobusem, tym bardziej, że naszym zdaniem dojazd na lotnisko jest dość kiepski, a na dworze było potwornie zimno. Wykupiliśmy więc miejsce na lotniskowym parkingu za 44 zł i tam zaparkowaliśmy Zafirkę. 
Do odprawy mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc wszystko mogliśmy zrobić na spokojnie. Moja babcia leciała już kiedyś ze mną do Londynu, natomiast dla dziadka miał to być jego pierwszy w życiu lot samolotem. Wszystko musieliśmy mu wytłumaczyć, jak również pomóc przy odprawie. Oczywiście zaliczałam każdą toaletę po drodze ;) Dość szybko weszliśmy na pokład samolotu, niestety nie siedzieliśmy razem z moimi dziadkami, bo ich rezerwację zrobiłam w innym czasie i na dodatek z innego konta, a zdaliśmy się na losowy wybór miejsc. Choć i tak siedzieliśmy w miarę blisko ;) Dla mnie bardzo ważne było to, żeby moje miejsce znajdowało się od przejścia, bo wiedziałam, że dość często będę odwiedzać toaletę... cóż, taki ciążowy przymus ;) Trochę stresował mnie start, w końcu nie wiedziałam jak odczuje to mały mieszkaniec mojego brzucha, który tego dnia był wyjątkowo spokojny... podczas startu poczułam pierwsze tego dnia kopnięcia, które towarzyszyły mi cały lot, co mnie uspokajało ;)
Lot minął szybko i choć w planach miałam naukę na Rynki Finansowe, z których kolokwium miałam mieć tydzień później, to jakoś nie miałam do tego głowy ;) Michał za to na spokojnie czytał książkę, a dziadek z babcią non stop wpatrywali się w małe okienko samolotu. Londyn przywitał nas chmurami, lecz temperatura była znacznie przyjemniejsza niż we Wrocławiu.


Kolejny rok dobiega końca i muszę przyznać, że był to pełen wydarzeń, emocji i niezwykłych chwil rok :) Pełną parą ruszyły przygotowania do naszego ślubu, który odbył się 25 czerwca w Zamku Kliczków. Był to naprawdę wspaniały dla nas dzień, choć trzeba przyznać, że niezwykle stresujący ;) Lecz po ponad 6 latach naszego wspólnego patrzenia na świat, formalnie, przed naszymi bliskimi przysięgliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość oraz to, że już do końca będziemy razem w tych dobrych jak i złych chwilach. Co do gorszych chwil... we wrześniu niespodziewanie odeszła moja babcia, którą mogliście poznać, przeglądając jeden z moich wpisów z wyjazdu do Londynu. Było to dla nas bardzo niespodziewane i przykre, lecz pocieszająca była myśl, że towarzyszyła nam w dniu naszego ślubu i cieszyła się nim razem z nami. Natomiast w marcu pożegnaliśmy naszego małego przyjaciela, którego pewnie wielu z Was kojarzy, był nim nasz mały podróżnik Mordek. Po długiej i męczącej walce, niestety musieliśmy się poddać, bo jego dobro było dla nas ważniejsze, a widzieliśmy, że cierpi... Chcąc zapełnić pustkę w sercach, jak i w naszym mieszkaniu, wybraliśmy się do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt we Wrocławiu. To było dla nas bardzo ciężkie przeżycie, bo najchętniej przygarnęlibyśmy wszystkie te zwierzaki... musieliśmy jednak ograniczyć się do jednego ;) I takim oto sposobem zyskaliśmy nowego przyjaciela i towarzysza podróży - Rudiego! Natomiast w sierpniu zobaczyliśmy wymarzone dwie kreski na teście ciążowym i od tamtej pory przygotowujemy się do roli rodziców, a chcemy wychować dobrego człowieka z pasją podróżnika ;) Trzymajcie kciuki, żeby nam się udało!

Ten rok był stanowczo spokojniejszy jeśli chodzi o nasze podróżnicze podboje, w końcu nic nie pobije naszych wyjazdów na Bolka ;) Pomimo braku czasu staraliśmy się planować wyjazdy i podbijać nowe miejsca... naszym zdaniem, z dość dobrym skutkiem ;) Najbardziej wyczekiwaną przez nas podróżą, była nasza podróż poślubna. Pierwszy raz spędziliśmy tyle czasu na pokładzie samolotu! Przeżyliśmy cudowne chwile na Wyspach Kanaryjskich, gdzie mogliśmy trochę odpocząć i zobaczyć coś nowego. Tych wulkanicznych widoków po prostu nie da się zapomnieć ;) Patrząc na naszą zapełniającą się pinezkami mapę, rozpiera nas duma. Pomimo naszego młodego wieku tyle już w życiu widzieliśmy, tyle doświadczyliśmy :)

Już od 7 lat wspólnie realizujemy nasze marzenia i pasje. Standardowo muszę przyznać, że jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami! Mamy wspaniałą rodzinę, która pomaga nam w realizowaniu naszych nierzadko szalonych pomysłów i wspiera nas w podejmowanych przez nas decyzjach... Z tego miejsca chcielibyśmy podziękować każdemu, kto jest nam bliski... za wszystko!

Chcielibyśmy również życzyć Wam wszystkim, by ten nadchodzący Nowy Rok był jeszcze lepszy. Nie bójcie się realizować swoich marzeń i planów, nawet jeśli inni patrzą na nie krzywo. Spełniajcie marzenia, przełamujcie lęki, podróżujcie i bądźcie szczęśliwi! Zawsze wytrwale dążcie do celu i nigdy się nie poddawajcie, a każdą porażkę potraktujcie jako motywację do działania. Życzymy Wam po prostu SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! :)


MARZEC - Góra Ślęża
CZERWIEC - Fuerteventura
SIERPIEŃ - Londyn, Weymouth
LISTOPAD - Góra Radunia



Mając w końcu trochę czasu wolnego, postanowiliśmy, że ruszymy się gdzieś z domu. Tym bardziej, że Rudi już od dawna nigdzie nie był ;) Nie planowaliśmy długiej wycieczki, dlatego uznaliśmy, że okolice Ślęży będą idealne. Spakowaliśmy Rudego do Zafiry i 12 listopada ruszyliśmy w drogę! Podróż nie trwała długo, początkowo planowaliśmy odwiedzić nieczynny kamieniołom, lecz ostatecznie nasz wybór padł na znajdującą się zaraz obok Ślęży górę Radunię.


Podczas mojego sierpniowego wyjazdu do Londynu, gdy wraz z kuzynkami odwiedziłam moich rodziców, dość intensywnie zwiedzaliśmy centrum i atrakcje stolicy. Lecz jeden dzień mieliśmy spędzić nad angielskim morzem :) Nasz wybór padł na miasto, które może poszczycić się dość długą, piaszczystą plażą. MegaBus oferował dość tanie bilety, lecz jak się okazało, były to bilety na pociąg! Stawiliśmy się więc z rana na London Waterloo Station, skąd ruszyliśmy prosto do Weymouth. Pierwszy raz miałam okazję podróżować angielską koleją i muszę przyznać, że wrażenia były bardzo pozytywne, a te widoki z okna... zupełnie inna Anglia, w porównaniu do tej, którą znam ze stolicy. 

Planując miejsce na naszą sesję ślubną myśleliśmy, że wybierzemy Zamek Kliczków, w którym odbyło się nasze wesele. Im bliżej było do dnia sesji, tym większe mieliśmy wątpliwości. W końcu zdjęcia w Kliczkowie już mamy... i wtedy natrafiliśmy przypadkiem na zdjęcia z Zamku Moszna. Byliśmy w tym zamku w roku 2010 na szkolnej wycieczce, zwiedzaliśmy wtedy zamkowe komnaty jak i przepiękne tereny dookoła zamku. Zdecydowaliśmy, że to właśnie tam chcemy mieć sesję! Nie w komnatach, bo musimy przyznać, że nie zachwyciły nas one, choć są warte zobaczenia. Lecz zamek z zewnątrz wygląda po prostu magicznie!

Ostatni dzień naszej podróży poślubnej... Wyspaliśmy się i po śniadaniu dopakowaliśmy resztę rzeczy do toreb, a następnie zanieśliśmy je do przechowalni, oddaliśmy klucz od apartamentu i ruszyliśmy na ostatni spacer po Corralejo. Nie bardzo chciało nam się wracać, na wyspie spędziliśmy naprawdę wspaniałe chwile, lecz wszystko kiedyś się kończy, a przed nami jeszcze wiele przygód ;) Tego dnia pogoda była piękna, usiedliśmy przy plaży i podziwialiśmy widoki. Fuerteventura była dobrym pomysłem na podróż poślubną. Po czterech autokarowych EuroTripach mieliśmy okazję wypocząć i zwolnić choć na chwilę ;)

Nasza podróż poślubna powoli dobiega końca. Lecz tego przedostatniego dnia nie zamierzaliśmy zmarnować na leniuchowanie w hotelu, choć miał to być jednak leniwy dzień ;) Po śniadaniu poszliśmy na chwilę na miasto, a następnie na pizzę do naszej ulubionej pizzerii. Po powrocie do hotelu przebraliśmy się w stroje kąpielowe i pieszo ruszyliśmy na wydmy do Parque Natural Dunas de Corralejo. Spacerem zajęło nam to około 40 minut ;)

Przyszedł dzień kolejnej wycieczki poza wyspę. Wyjazd na Lanzarote :)
Od rana zapowiadała się brzydka pogoda i już chwile po wyjściu z hotelu zaczęło kropić. Deszczowa pogoda nie była dla nas niczym złym, bo na katamaranie dość mocno nas spiekło, więc brak słońca i chłód był nam bardzo na rękę. Niestety jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jak ta zła pogoda wpłynie na nasze wrażenia z wycieczki na wulkaniczną wyspę. W 10 minut znaleźliśmy się w porcie czekając na przeprawę promową. Musieliśmy pilnować swojego autokaru, bo jechały z nami jeszcze 4 inne grupy i byłby problem gdybyśmy się pomylili, gdyż wyspę zwiedzać mieliśmy objazdowo ;) 

Ten dzień naszej podroży poślubnej zapowiadał się naprawdę ciekawie. W planach mieliśmy rejs katamaranem na maleńką wysepkę Lobos. Poszliśmy więc szybko na śniadanie, a następnie udaliśmy się w stronę hotelu, spod którego odjeżdżał autokar w stronę portu Corralejo.  Tego dnia chyba nic nie mogłoby popsuć nam humorów, bo uwielbiamy pływać, ogólnie uwielbiamy wodę i wszystko co z nią związane ;)

Na ten dzień czekaliśmy od początku naszego przyjazdu tutaj ;) W planach mieliśmy wybranie się na wydmy! Poszliśmy więc w stronę przystanku autobusowego, zakupiliśmy bilety i ruszyliśmy w drogę! Wysiedliśmy przy znajdującym się na środku wydm hotelu RIU i stamtąd pieszo szliśmy wzdłuż plaży, by znaleźć miejsce spokojniejsze, gdzie ludzi będzie mniej ;)

Czwartego dnia naszej podróży poślubnej nie mieliśmy w planach nic konkretnego do roboty, a pogoda nie zapowiadała się na typowo plażową, więc postanowiliśmy przejść się po Corralejo, zwłaszcza w okolice plaży i portu. Pomimo pochmurnego nieba, temperatura była dość wysoka.



Trzeciego dnia naszej podróży poślubnej czekała nas pierwsza autokarowa wycieczka objazdowa. Mieliśmy przejechać przez całą wyspę wzdłuż i wszerz ;) Pierwszym miejscem postoju były najpiękniejsze na wyspie wydmy w Parku naturalnym Duna de Corralejo. Niebo trochę się zachmurzyło, dzięki czemu pogoda do zwiedzania była idealna.

Jak przyjemnie jest budzić się ze świadomością, że znowu jesteśmy tak daleko od domu i przeżywamy kolejną, wspólną przygodę :) Zaraz po śniadaniu zjedzonym w hotelowej stołówce, ruszyliśmy w drogę, by poznać trochę miasteczko, w którym mieliśmy mieszkać przez najbliższy tydzień :) Idąc hotelowymi alejkami Oasis Village można odnieść wrażenie, że samo w sobie tworzy malutkie miasteczko. Ośrodek otoczony jest wspaniałym ogrodem, a w swojej ofercie posiada spory basen zewnętrzny.
Jeszcze niedawno szykowaliśmy się do naszego wielkiego dnia i do podróży poślubnej, a już jest po wszystkim. Tak szybko to minęło... aktualnie jesteśmy już młodym małżeństwem, a z podróży wróciliśmy bogatsi o nowe przeżycia i z całą masą zdjęć :) Czas zacząć wspominać!

Nasza podróż poślubna rozpoczęła się 27 czerwca, więc czasu na odpoczynek po ślubie nie mieliśmy zbyt wiele. Pierwszy raz korzystaliśmy również z usług biura podróży Itaka. Wycieczkę "Wiatr w żagle" wykupili nam Marty rodzice w ramach prezentu ślubnego, za co baaardzo im dziękujemy ;) Cieszyło nas również to, że nie jest to typowa wycieczka All inclusive, lecz wycieczka objazdowa, która da nam możliwość poznania aż trzech wysp w ciągu jednego tygodnia! 
Na Wrocławskim lotnisku stawiliśmy się po godzinie 13, oddaliśmy nasz duży bagaż, dostaliśmy bilety i przeszliśmy odprawę. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do odlotu, więc rozsiedliśmy się wygodnie na fotelach i obserwowaliśmy samoloty ;)