Warszawa 2018


W wakacje zbliżały się moje badania kontrolne, które wykonuję w Warszawie, dlatego 7 lipca 2018 roku wyruszyliśmy w kolejną podróż z naszym Kubusiem. Była to dla nas świetna okazja na jednodniową wycieczkę do stolicy. Kupiliśmy bilety na pociąg i z samego rana ruszyliśmy na Dworzec Główny we Wrocławiu. Pogoda na szczęście zapowiadała się pięknie.



Nasz Kuba to wielki fan pociągów, dlatego pobyt na dworcu sprawił mu wiele radości. Nie przeszkadzała mu nawet tak wczesna godzina 😅



Do Warszawy jechaliśmy Pendolino, dzięki czemu nasza podróż miała trwać trochę ponad 3 godziny. To była pierwsza podróż Kubusia pociągiem, więc był bardzo podekscytowany. Z resztą my również, bo pierwszy raz jechaliśmy Pendolino 😅






Podróż Pendolino była mega przyjemna i minęła bardzo szybko. Dzięki temu, że podróżujemy z dzieckiem, należał nam się przedział dla rodzin, więc mieliśmy trochę miejsca tylko dla siebie. Do Warszawy dojechaliśmy punktualnie i od razu ruszyliśmy zwiedzać miasto!


Pierwszym punktem był oczywiście Pałac Kultury i Nauki, który znajduje się zaraz przy Dworcu Centralnym. 


"TAXI!"


Następnie ruszyliśmy do Zespołu Pałacowo-Ogrodowego, czyli do Łazienek Królewskich. Ostatnim razem byliśmy tu w październiku 2014 roku. Wtedy zachwycaliśmy się przepięknymi, jesiennymi widokami i mega nam się podobało. Tym razem letnie widoki również nas nie rozczarowały. Łazienki mają swój urok chyba o każdej porze roku 😁






Po krótkiej przerwie na kanapki poszliśmy zobaczyć wzniesiony został w latach 1680 - 1690 Pałac na Wyspie - inna nazwa tego budynku to Pałac na Wodzie lub Pałac Łazienkowski. 








Spotkaliśmy również pawia, który wypoczywał sobie w cieniu drzew. 




Kolejnym obowiązkowym punktem był dla nas Belweder.



Zobaczyliśmy również budynek Ministerstwa Obrony Narodowej, do którego przyjeżdżał mój Tata z generałem, gdy był w wojsku. Niestety Kubuś nie wysłucha już tych historii od swojego dziadka, za to my zadbamy o to, by je znał i obowiązkowo przeczytamy mu kiedyś listy, które mój Tata wysyłał z wojska.


Po zwiedzaniu biegiem pobiegliśmy na autobus, by dostać się do Szpitala Wolskiego. Gdy ja miałam badania, Kubuś smacznie spał na dworze.


Do pociągu powrotnego mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc wybraliśmy się na warszawski rynek. Z daleka zobaczyliśmy stadion. Choć Kubusia bardziej interesowały tramwaje, autobusy i auta... taki fan motoryzacji nam rośnie 😅


Zobaczyliśmy Kolumnę króla Zygmunta III Wazy, która jest jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów w Warszawie oraz Zamek Królewski, który stanowi jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych nie tylko stolicy ale też całej Polski.



Zrobiliśmy sobie przerwę w Pizzy Hut, bo nie dalibyśmy rady dłużej zwiedzać z pustymi brzuchami 😅 Nasza wycieczka pomału dobiegała końca i musieliśmy zacząć kierować się w stronę dworca, skąd mieliśmy pociąg powrotny do Wrocławia.


Biegiem spotkaliśmy się również z Syrenką na malutkim ryneczku.


A następnie straciliśmy 25 zł na balona. Za to ta radość... bezcenna! Przyznaję, mi też ten balon się podobał 😆


W drodze powrotnej pokazaliśmy Kubusiowi Pałac Prezydencki, który jest oficjalną siedzibą Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.



Czasu mieliśmy jeszcze sporo, dlatego z Rynku do Dworca Centralnego wracaliśmy pieszo. Kubuś grzecznie jechał w wózku i cieszył się ze swojego balonika, a my cieszyliśmy się z tych wspólnie spędzonych chwil.



Ostatnie zdjęcia przy Pałacu Kultury i Nauki, chwile odpoczynku i czas wracać do domu.




Nasz pociąg przyjechał trochę opóźniony. Niestety nie wracaliśmy Pendolino, ponieważ nie pasowała nam godzina powrotu. Komfort jazdy już zdecydowanie gorszy. Może nie byłoby tak źle, bo wagon całkiem przyjemny, jednak podróżując z małym dzieckiem wolelibyśmy znów mieć dla siebie przedział rodzinny. Ale zamiast narzekać, skupiliśmy się na tym, by jak najprędzej położyć zmęczonego Kubusia, który nawet nie płakał. Położyliśmy go na jednym z wolnych siedzeń, które później odstąpił nam przemiły pan i bez sprzeciwu zajął nasze miejsce przy stoliku. 

Gdy wsiedliśmy do wagonu, jedna z pasażerek spojrzała zdegustowana w naszym kierunku, widać było że nie lubi dzieci i z góry założyła, że będziemy jej przeszkadzać. Prawda okazała się inna... to ona przez pół podróży nawijała głośno przez telefon, a następnie słuchała muzyki na telefonie bez słuchawek... Kubuś za to przespał całą podróż... Dlatego naprawdę nie warto z góry oceniać rodziców z dzieckiem, bo nie wszystkie dzieci są "rozwrzeszczanymi bachorami" 😉



Podróż powrotna trwała prawie sześć godzin. Byliśmy wymęczeni ale mega zadowoleni, bo wycieczka się nam udała. Niestety na dworcu we Wrocławiu odleciał Kubusiowi balonik... cóż, będziemy musieli wrócić kiedyś do Warszawy i kupić takiego samego 😅

1 komentarz:

Dziękujemy wszystkim za komentarze! Jest nam bardzo miło, że czytacie naszego bloga :)